SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


14 czerwca 2026 – XI Niedziela Zwykła









Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie.






Jezus Chrystus przyszedł, aby głosić Dobrą Nowinę, aby uzdrawiać chorych, wyzwalać z niewoli grzechu i w ten sposób objawiać Boga, który z miłością szuka tego, co zginęło. Do każdego człowieka zranionego grzechem, który sam sobie nie może pomóc, Pan Jezus posyła dziś apostołów. Przez nich chce obdarowywać ludzi Bożym miłosierdziem. Najpełniej rozlewa się ono nad nami w sakramencie pokuty i w Eucharystii, w której sam Jezus uzdrawia i oczyszcza nas mocą swojej odkupieńczej Ofiary.


Wielkie żniwo

Wśród wielu „wiejskich” obrazów i sytuacji, jakie w swoim nauczaniu i w przypowieściach przywołuje Jezus, są także te o żniwie i żniwiarzach oraz o owcach i pasterzu. Zboże musi zostać zebrane w dokładnie określonym czasie, inaczej zmarnieje. Dlatego do wielkich żniw potrzebni są liczni żniwiarze. Owce potrzebują pasterza, by ich prowadził i chronił, inaczej szybko się rozproszą i staną się ofiarą drapieżników.

Z kontekstu zapisanej przez ewangelistę Mateusza wypowiedzi Jezusa wynika, że „żniwo” oznacza te nieprzebrane tłumy – ludzi, którzy są jak owce bez pasterza. Są znękani przez różne koleje losu, błędne drogi, którymi kroczą i konsekwencje fatalnych życiowych wyborów. Czują się porzuceni, zdani na samych siebie, a jednocześnie bezradni i zdezorientowani wobec ostatecznego pytania o sens życia. I dlatego ta skierowana do Boga prośba o „robotników” jest tak istotna. Bóg musi ich posłać, bo jeśli tylko o własnych siłach i w oparciu o własną decyzję zabiorą się za żniwo, zamęt, jaki wywołają, będzie jedynie jeszcze większy.

Robotnicy, jakich wysyła Bóg na swoje żniwo, są kimś w rodzaju wysłanników Pasterza. Właśnie dlatego mogą stać się remedium na to znękanie, poczucie porzucenia, chaos i dezorientację. Mają wielką władzę – nawet nad duchami nieczystymi – i mogą mocą Bożą leczyć skutki niszczącej aktywności tych duchów. Mają szczególnie podjąć próbę pozyskania owiec zagubionych, przekazując im dobrą nowinę o królestwie niebieskim, które jest już blisko. Ale jednocześnie sami muszą czerpać siłę do drogi od Pasterza i wskazywać owcom taki kierunek, w jakim sam Pasterz chce je prowadzić.

To rzeczywiście niezwykłe, że Ewangeliści nie wyretuszowali z listy Dwunastu Judasza. Został on powołany dokładnie tak samo, jak inni. Zostało mu powierzone to samo apostolskie zadanie i ta sama władza duchowa, co innym Apostołom. A jednak jego życie potoczyło się inaczej. Nie wdając się w szczegółowe analizy jego dramatycznych losów, można jedynie powiedzieć, że finał jego życia stanowi dla każdego Bożego robotnika ostrzeżenie.

Trudno się dziwić, że w wielu parafiach, w których podejmuje się modlitwę o powołania kapłańskie i zakonne, rozbrzmiewa dziś prośba o nie tylko o licznych, ale także o dojrzałych i świętych robotników na Pańskie żniwo.

Ks. Marian Machinek MSF


Dwunastu

„Oto imiona dwunastu apostołów...”. Znamy imiona czterech uprzywilejowanych: Piotr, Andrzej, Jakub, Jan. Inne też nam są znajome: Filip, Tomasz, Mateusz, Judasz. Ale Bartłomiej, Tadeusz, syn Alfeusza, Szymon Gorliwy...

Wszystkich ich zresztą zaćmiewa postać Jezusa i ich własna fascynacja: widzą tylko Jego, Jego cuda, Jego wolność, Jego miłość szczególnie dla maluczkich. Tych dwanaście spojrzeń na Jezusa dało nam Jezusa, a nasza pewność zmartwychwstania zakorzeniona jest w ich wierze, jesteśmy Kościołem „apostolskim”.

Stąd bierze się stałość i żar naszej wiary. Inne religie mają piękne teksty, piękne legendy, ale jedynie chrześcijanie mogą oglądać i słuchać Boga, który stał się widzialny w człowieku, który żył w konkretnym miejscu, w konkretnej epoce i mówił rzeczy niezwykle jasne. Wiedzę o tym Człowieku zawdzięczamy apostołom, dwunastu wielkim świadkom. Nie szukajmy gdzie indziej pokarmu dla naszej wiary – znajdziemy go, niestrudzenie przemierzając drogę apostołów, wiodącą od Jezusa Człowieka do Jezusa Boga: On był taki, postępował w taki sposób, mówił, że...

Poprzez Dwunastu włączeni jesteśmy również w to ogromne zgromadzenie, które nazywa się Kościołem, ale które dziś chętniej określamy mianem Ludu Bożego. W każdą niedzielę na nowo spotykamy się z tym podstawowym aspektem naszej wiary: żyjemy jako lud, w Kościele i przez Kościół Chrystusowy, który jest Kościołem apostołów: „Wierzę w apostolski Kościół”.

Jezus od razu, od samego początku, chciał zgromadzić nowy lud. Wybór dwunastu towarzyszy był nawiązaniem do dwunastu synów Jakuba i dwunastu plemion Izraela – liczba ta oznaczała całość. Jezus przyszedł do wszystkich. Dany apostołom nakaz: „Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela”, wyznacza po prostu początek zgromadzenia, jest wezwaniem skierowanym do starego ludu, który powinien być najbardziej skory, aby utworzyć lud nowy. Ale zakończenie Ewangelii otwiera dla apostołów cały świat: „Nauczajcie wszystkie narody”.

Kiedy szukano ucznia, który miał zastąpić Judasza, Piotr powiedział: „Wybierzmy jednego z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego, aż do dnia, w którym został wzięty do nieba. On stanie się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania”. Te słowa otwierają krąg Dwunastu. Nie oni jedni otaczali Jezusa, Ewangelia mówi także o siedemdziesięciu dwóch uczniach. O ile rola Dwunastu była wyjątkowa w tworzeniu fundamentów Kościoła, o tyle samo pojęcie apostoła rozszerza się na każdego chrześcijanina i zawiera dwie równie ważne cechy: terminowanie w szkole Jezusa i wiarę w Zmartwychwstanie: „Jezus zmartwychwstał!”.

Jesteśmy członkami tego ruchu, który zrodził się w dniu, kiedy Jezus wybrał Dwunastu, aby żyć pośród nich. Jeśli zdarza nam się, że jesteśmy niezadowoleni z Kościoła, z papieża, biskupów czy naszego proboszcza, rozważmy tę sprawę... razem z Jezusem. Możemy krytykować, i niekiedy nawet powinniśmy to robić, aby być żywym członkiem Kościoła. Ale powinniśmy także troszczyć się o to, by cały Kościół był żywym zgromadzeniem wokół Jezusa i żarliwym głosicielem Jego Ewangelii.

Chrześcijanin, który przeniknięty jest miłością do Kościoła i żarliwością misyjną, idzie śladami apostołów i Jezus uważa go za jednego ze swoich.

André Sève


Do owiec, które poginęły

Trzeba sobie nieustannie przypominać, że oprócz codziennej troski związanej z opieką duszpasterską nad tymi, którzy uczestniczą w praktykach religijnych, nie może nam zniknąć z pola widzenia troska o tych, którzy się pogubili i odeszli.

Przełom tysiącleci był dla Kościoła w Europie okazją do refleksji nad stanem wiary i postawami mieszkańców Starego Kontynentu. Pośród wielu słów, które przyniósł tamten czas, szczególnie mocno utkwiło mi w pamięci jedno ze sformułowań zawartych w adhortacji „Ecclesia in Europa” Jana Pawła II. Dotyczy ono nowej ewangelizacji: „Można powiedzieć – jak zostało podkreślone na II Synodzie Biskupów dla Europy – że wyzwanie to polega często nie tyle na tym, by ochrzcić nowych nawróconych, ile na tym, by doprowadzić ochrzczonych do nawrócenia do Chrystusa i do Jego Ewangelii: w naszych wspólnotach trzeba poważnie zadbać o to, by nieść Ewangelię nadziei tym, którzy są dalecy od wiary czy też zaniechali praktykowania życia chrześcijańskiego”.

Oznacza to, że „wszędzie zachodzi potrzeba nowego głoszenia Ewangelii – również tym, którzy są już ochrzczeni” (tamże), ponieważ wielu jest takich, którym często nawet podstawy wiary i najbardziej zasadnicze pojęcia z nią związane nie są już znane. W praktyce zdarza się, że choć przyjęli chrzest święty, żyją często tak, jakby Chrystus nie istniał. Ograniczają się do powtarzania gestów i znaków, do uczestniczenia w praktykach religijnych, ale nie łączą tego z rzeczywistą akceptacją wszystkiego, co niesie wiara.

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam o zadaniu poszukiwania „owiec, które poginęły”. I nie jest to, bynajmniej, zadanie wyłącznie dla kapłanów. Może nawet bardziej niż kiedykolwiek, dzisiaj jest to zadanie dla ludzi świeckich, którzy tych, „co poginęli” mają na co dzień obok siebie – w wielkomiejskich blokach, biurach, zakładach pracy oraz centrach handlu i rozrywki.

Dariusz Madejczyk

 

Szkolenie kadr dla Kościoła

Celem Jezusa było nie tylko zbawienie ludzi, czyli zapewnienie im wstępu do nieba, lecz także odkupienie, czyli zorganizowanie godnego życia na ziemi.

Owo zorganizowanie miało się dokonać na sposób ludzki, czyli w obrębie struktur społecznych, z respektowaniem praw rządzących życiem wspólnotowym. Ale wspólnota ta miała być także przepojona duchem Bożym, łaską, niewidzialną obecnością Boga. Owo połączenie elementów ludzkich i boskich miało się dokonać w Kościele i poprzez Kościół, czyli wspólnotę ludzi wierzących, ochrzczonych w imię Trójcy Świętej.

Kościół zrodził się dopiero po śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa, a objawił po Zesłaniu Ducha Świętego. Ale zalążkiem i doświadczalnym laboratorium dla Kościoła była najpierw kilkudziesięcioosobowa wspólnota uczniów i apostołów Jezusa. Mieli oni pod okiem Mistrza przetestować różne metody działania misyjnego i nauczyć się współpracować w pozyskiwaniu i kierowaniu ludźmi.

Umiejętność ta miała być później niezbędna w funkcjonowaniu Kościoła. Jezus bowiem nie zamierzał wyręczać ludzi w tym, co miało być w Kościele ludzkie. A pozyskiwanie wierzących, głoszenie Ewangelii, nauczanie i zaradzanie codziennym potrzebom zarówno duchowym, jak i materialnym było zadaniem dla człowieka. Dlatego Jezus musiał tego wszystkiego swoich apostołów nauczyć, skoro mieli oni później przejąć od Niego troskę o Kościół.

W każdej wspólnocie i organizacji funkcjonowanie całej społeczności zależy w znacznej mierze od przywódców. Ich kompetencje, umiejętności, jakość posługi i życia rzutują na kształt całości. Dlatego tak ważne było odpowiednie przeszkolenie i przygotowanie elity zdolnej później podjąć przywódcze i służebne zadania. Rola dwunastu apostołów była w tym procesie zupełnie wyjątkowa. Mieli być świadkami i gwarantem prawdziwości wiary, węzłem łączącym Chrystusa z Jego Kościołem.

By się do tego zadania przygotować, musieli najpierw doświadczyć mocy otrzymanej od Jezusa: przekonać się osobiście, jak działa Jego słowo i wiara w Jego autorytet. Aby ich wyposażyć w argumenty i siłę przekonania, Jezus dał im władzę czynienia znaków i cudów w Jego imię. Nic bowiem nie przekonuje człowieka tak, jak pomoc w jakiejś dramatycznej sytuacji, w rozwiązaniu problemów, wobec których człowiek jest na ogół bezsilny. Później Kościół też będzie musiał się z takimi problemami zmagać, choć sposób ich rozwiązywania będzie inny. Tylko wiara pozostanie ta sama. I właśnie mocy tej wiary mieli doświadczyć apostołowie. Obyśmy doświadczyli jej i my.


MYŚL  TYGODNIA

Bóg szanuje naszą wolność, nawet jeśli jest ona przeciwna Jego mądrości i dobroci.