|
|
|
5 kwietnia 2026 – Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego (Wielkanoc) |
|
Aby zmartwychwstać, najpierw trzeba umrzeć Nie można stać się wierzącym, jeśli nie przeżyło się Zmartwychwstania. A to z kolei wymaga śmierci – aby zmartwychwstać, najpierw trzeba umrzeć. Różne mogą być „śmierci” w naszym życiu. Może to być śmierć dosłowna, ale może to być też jakaś inna strata, która dla nas jest jakby „śmiercią”. Nie powinniśmy więc bać się śmierci w żadnej postaci, o ile przeżywając ją, zanurzamy się w śmierci Chrystusa. Kto zanurzy się w śmierci Chrystusa (przyjmie chrzest na serio), ten też razem z Nim zmartwychwstanie. A kto doświadczy Zmartwychwstania, ten już na pewno nie zwątpi w Chrystusa. O. Mieczysław Łusiak SJ Komentarz do pierwszego czytania Rola uczniów jako świadków zmartwychwstania Jezusa, jest wyraźnie zarysowana już na początku Dziejów Apostolskich. Żydzi przyjmujący wiarę w Jezusa, Sługę Boga i Mesjasza, powołani są także do tego zadania. Ta dobra nowina dociera także do nieobrzezanych, przekracza granice wspólnoty, jaka istniała. Z tego śmiałego gestu Piotr będzie się musiał tłumaczyć wobec innych apostołów. Miał jako fundamentalny argument na swą obronę, działanie Ducha Świętego, który został dany poganom. Sam Bóg otworzył im bramy do zbawienia. Nie stało się to jednak w sposób, który by od owych pogan nie wymagał żadnej trudnej decyzji. Musieli oni za swego Zbawiciela i Pana przyjąć powieszonego na drzewie krzyża Jezusa z Nazaretu. Owi poganie z domu centuriona Korneliusza z Cezarei Nadmorskiej dokonali głębokiego aktu pokory, ponieważ przedstawiciele narodu panów (setnik to już znacząca pozycja w hierarchii wojskowo-państwowej imperium, jeśli spojrzymy na nią z perspektywy niezamożnych przedstawicieli ludności podbitej) musieli pochylić głowę wobec członka ludu zniewolonego, potraktowanego jak niewolnik. Przyjęcie daru Ducha Bożego, wiary, zbawienia jest możliwe dopiero wtedy, gdy uznamy te dary za znaczące więcej niż nasze ambicje i mniemanie o sobie.
Komentarz do drugiego czytania Zmartwychwstanie Chrystusa to wydarzenie, którego nie pojmujemy. Nie wiemy, na czym ono polegało, jak i kiedy się dokonało. Świadkowie, którym zawdzięczamy naszą wiarę, zostawili zapieczętowany grób zamknięty ciężkim kamieniem, a znaleźli odrzucony kamień, porzucone całuny pogrzebowe i pusty grób. Nie ma świadków, na których oczach rozegrał się ten akt. Poznajemy to wydarzenie nie jako przedmiot poznania, ale jako sposób życia, które przeżywamy we wspólnocie z Chrystusem Zmartwychwstałym. Będąc wiernymi tej wspólnocie i umacniając ją zmartwychwstajemy z Nim i z Nim szukamy tego, co w górze.
Komentarz do Ewangelii Św. Jan Ewangelista przedstawia Marię Magdalenę jako samotnego świadka pustego grobu. Zawiadomiła ona Apostołów o tym, co widziała. Przedstawiła to jednak w formie, która była jej interpretacją wydarzeń. Nie znalazła zwłok Jezusa, jednak jedyne, co przyszło jej do głowy, to fakt ich wykradzenia i ukrycia. Nie od razu odkryła, że ten bolesny dla niej widok, jaki zobaczyła w grobie, niesie nadzieję i oznacza wielką radość. Ona widziała pierwsza, ale jako o tym, który uwierzył, mówi się o anonimowym uczniu, który wraz z Piotrem poszedł do grobu. Może to być na pierwszy rzut oka dziwne, że nie poznajemy imienia tego, kto pierwszy pojął, co oznacza brak ciała Jezusa w grobie, ale dzięki temu staje się on dla nas bliższy, możemy się z nim łatwiej utożsamić. Uczymy się od niego, jak stopniowo wchodzić w tajemnicę pustego grobu. Narodziny naszej wiary Czterej ewangeliści, tak często rozbieżni w swoich opowieściach, ostatni rozdział o Zmartwychwstaniu zaczynają jednakowo: „Pierwszego dnia tygodnia”. O świcie tego pierwszego dnia rodzi się wiara paschalna, nasza wiara.
Magdalena widzi odsunięty kamień, biegnie, aby zawiadomić Piotra i Jana, i wypowiada tak straszne słowa, że myśl o śmierci Jezusa staje się jeszcze cięższa: „Nie wiem, gdzie Go położono”. Ma już na myśli tylko martwe ciało, przedmiot. Ciągle jeszcze stoimy na brzegu przepaści nie do przebycia. Ale Jan i Piotr biegną, odkrywają pierwsze oznaki „czegoś innego”: pusty grób oraz płótna i chustę starannie zwinięte. Całkowita konsternacja! Piotr ciągle czuje się bezradny („zdziwiony” – powie bardziej opanowany Łukasz). Jan, opierający się bardziej na intuicji niż Piotr, stawia olbrzymi krok wiary: „Ujrzał i uwierzył”. Ewangelista podkreśla to niesłychane „uwierzył”, które od tej pory rozdzielać będzie dwa światy przed i po Zmartwychwstaniu: „Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On miał powstać z martwych”. Ujrzeć, rozumieć, wierzyć to słowa kluczowe narodzin naszej wiary. Ewangelista mówi o sobie: „Ujrzał i uwierzył”. O Magdalenie powie, iż oznajmiła: „Widziałam!”. Potem również uczniowie „widzą”, i wreszcie Tomasz „widzi i wierzy”. Ale wówczas Zmartwychwstały wypowiada wielkie błogosławieństwo: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Jest to szansa dla nas; wielka rzeka wiary łączy nas z tamtym porankiem Zmartwychwstania. Wiara nie jest rozmyślaniem o Bogu, jest darem Boga, który otwiera nas na to, co pierwsi wierzący zobaczyli i zrozumieli: pusty grób, spotkania z Jezusem zmartwychwstałym i świadectwo Pisma. Dar Boga i zmaganie się człowieka. Od samego początku wiara musiała wydobyć się z cienia, z niepewności, z opieszałości w zrozumieniu. „Nie wiem” – mówi Magdalena – to pierwsze słowa tamtego poranka wiary. „Nie rozumieli – wzdycha Jan, a Jezus zbeszta uczniów idących do Emaus: „Jeszcze nie rozumiecie? Jak nieskore są wasze serca do wierzenia”. Większość z nas przyjęła wiarę z łatwością i w tej biernej łatwości pozostała. „Ależ tak, jestem chrześcijaninem i to nawet praktykującym”. Ale atmosfera, którą oddychamy, jest zabójcza dla naszej wiary i pobożności. W klimacie, w którym liczy się zysk i konsumpcja, przy nieustannym nacisku naukowców, psychologów oraz telewizyjnych showmanów, wiara w Zmartwychwstanie wymaga kultury wiary. Rodzice martwią się, że ich dzieci odchodzą od wiary i zastanawiają się, w jaki sposób mogliby ją lepiej przekazywać. Pierwszą odpowiedzią jest pytanie: jaką moc wiary, jakie zrozumienie wiary mamy do przekazania? Refleksja na ten temat obudzi w nas być może chęć lepszego poznania Biblii oraz pogłębienia wiary w nauce Kościoła. Jest to ciągle wiara poranka Wielkanocnego, ale która nieustannie ubogaca się przez to, w jaki sposób przeżywana jest w różnych kulturach. Nie wystarczy śpiewać „Pan zmartwychwstał”, trzeba zobaczyć, jakie konsekwencje pociąga to w całym świecie i w naszym własnym życiu. André Sève Radosny zamęt Niezwykły jest zamęt Poranka Wielkanocnego, czyż nie? Jest on jaskrawym przeciwieństwem bezruchu, jaki cechuje kogoś, kto zastyga w żalu. Początkowo taka postawa zdaje się przynosić ulgę, ale na dłuższą metę wciąga jeszcze bardziej w czarne czeluści beznadziei, prowadzi do celebrowania bolesnych wspomnień, ponownego rozdrapywania ran i międlenia alternatywnych scenariuszy (w stylu „Gdybym wtedy…”). Z tego impulsu do biegu, jaki udziela się Marii Magdalenie, Piotrowi i Janowi, wyłania się – początkowo bardzo nieśmiało – niezniszczalna nadzieja. Nie jest to bieganie kogoś, kto przez niespokojną krzątaninę chce zagłuszyć doskwierający żal i niepokój. Jest to wychylenie ku czemuś, co może rozbić więzienie lęku i przygnębienia.
Ani ten kamień, który miał przypieczętować ostateczny koniec Nauczyciela z Galilei, ani ten, który przygniatał ich serca, nie mogły zostać usunięte ludzką mocą. Dokonała tego Boża moc – i to nie dając powrót do dawnej normalności, ale obdarzając zupełnie nową egzystencją. Ona otwiera nowe perspektywy, przywraca siły i pozwala, by łaska zmartwychwstania ogarnęła człowieka dogłębnie. Każde z tej trojki pierwszych świadków pustego grobu – Maria Magdalena, Piotr i Jan – inaczej doświadcza łaski zmartwychwstania, bo różni ich wiele osobowych cech i różna jest też historia ich życia. Ale u każdego z nich pojawia się ta sama zupełnie nowa dynamika, coś, co można by nazwać „duchową sprężystością”; ruchem, który nie bierze się z pośpiechu i nawału zajęć, ale z pewności, że Bóg ma moc tchnąć w to, co we mnie umarłe, nowe życie. Światło Wielkanocnego Poranka jest także dla każdego z nas zaproszeniem do otwarcia się na łaskę zmartwychwstania, na ten radosny zamęt. Każdy z nas może dać się poderwać do tego niezwykłego biegu. I to tym bardziej, im bardziej czujesz się zmęczony życiem… Ks. Marian Machinek MSF
Świadkowie pustego grobu Najprawdopodobniej śmierć Jezusa na krzyżu była dla apostołów ostatnim aktem niespodziewanego dramatu, a zarazem początkiem absolutnej, życiowej klęski
Nic zatem dziwnego, że w takiej atmosferze przygnębienia i zniechęcenia wiadomość o pustym grobie musiała podziałać na apostołów elektryzująco. Oznaczało to dla nich najpierw, że śmierć i grób Jezusa to jeszcze nie koniec, że jest jeszcze jakiś dalszy ciąg tragicznych wydarzeń sprzed szabatu. To nagle zrodziło w nich nową nadzieję. Nie była ona określona, uczniowie nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Maria Magdalena przybiegła jedynie ze stwierdzeniem faktu: grób jest pusty, a ciało zabrane – nie wiadomo dokąd. To wymagało sprawdzenia. Podczas drogi jednak myśli apostołów zaczynały zmierzać w jednym kierunku. Co się mogło stać? Co zastaną w grobie? Co to wszystko może oznaczać? Pytania te były tak natrętne i sugestywne, że apostołowie mimowolnie przyśpieszyli kroku. Przybiegli do grobu, Jan nieco prędzej. Z daleka zobaczył puste płótna pogrzebowe, w które przedtem było zawinięte ciało Jezusa. Do wnętrza komory grobowej wszedł dopiero za Szymonem Piotrem. Może był to tylko lęk i onieśmielenie, a może respekt dla autorytetu Piotra? Faktem jest, że pierwszym świadkiem – tym, który miarodajnie stwierdził, że grób jest pusty – był Szymon Piotr. Jan dokładnie, z nadspodziewanymi szczegółami, odnotował to świadectwo, zwłaszcza że zaraz sam zobaczył to wszystko na własne oczy. I ten widok pozwolił mu nagle zrozumieć wszystko. A raczej uwierzyć we wszystko. Uwierzyć w to, co mówił Jezus i co zapowiadały Pisma. Nagle zrozumieli, że śmierć nie jest ostatnim słowem, że dotychczasowa porażka Jezusa zamieniła się w Jego tryumf, że ze Zmartwychwstaniem Jezusa i ich życie nabrało nowego sensu. MYŚL TYGODNIA
|