SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


21 czerwca 2026 – XII Niedziela Zwykła







Do każdego więc,
który się przyzna do Mnie przed ludźmi,
przyznam się i Ja przed moim Ojcem,
który jest w niebie.
Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi,
tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem,
który jest w niebie.






Wiara wyzwala z lęku. Prorok Jeremiasz przypomina nam dzisiaj: „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz”, a Pan Jezus wzywa: „Nie bójcie się ludzi”. Jesteśmy prowadzeni przez Ducha Świętego i umacniani Jego łaską, dlatego możemy dawać świadectwo o Bogu nawet w niesprzyjających okolicznościach życia. „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”


Komentarz do pierwszego czytania

Życie proroka Jeremiasza, mówiąc bardzo oględnie, nie było łatwe. Mimo, że bronił się przed tym, Pan Bóg postawił przed nim zadanie napominania niewiernych królów i kapłanów w czasach poprzedzających niewolę babilońską. Słyszymy dzisiaj jedno spośród wielu w księdze wyznań proroka, w których odkrywa on swoją duszę, pokazując, kim jest. Został powołany przez Boga w młodym wieku, był człowiekiem wrażliwym, pełnym delikatności, miłował pokój. Misja, którą powierzył mu Pan Bóg, wymagała natomiast wielokrotnego stawania w opozycji wobec sposobu życia współczesnych mu Izraelitów, poczynając od królów i kapłanów. Jeremiasz niejednokrotnie czuł, że nie jest to zadanie dla niego. Można powiedzieć, że przeżywał kryzys duchowy.

Słyszymy dziś jego skargę na tych, którzy chcą się na nim zemścić za to, że jego proroctwa nie są po ich myśli. Zaraz potem jednak prorok przechodzi do mocnego wyznania wiary w Boga, który, choć postawił przed nim trudne zadanie, nie zostawił go nigdy samego. Słyszymy, jak ten tragiczny prorok powierza swoje życie w ręce Boga. Najpiękniejszą częścią tego czytania jest ostatnie zdanie: Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców, wypowiadane przez proroka z wyprzedzeniem uwielbienie Boga za ocalenie od prześladowców. Tajemnica wiary Jeremiasza tkwi w bardzo intymnej relacji z Bogiem, w tym, że nie było w jego życiu spraw, do których Pan Bóg nie miałby dostępu.

 

Komentarz do drugiego czytania

Nieposłuszeństwo okazane Panu Bogu w raju przez pierwszego człowieka było brzemienne w skutkach. Grzech Adama spowodował, że niemal wszystkie dziedziny życia zostały skażone. Zło może na różne sposoby przenikać do życia człowieka, powodując jego śmierć, przede wszystkim tę najgorszą – duchową. Od urodzenia każdy z nas nosi w sobie skłonność do czynienia zła, którą nazywamy grzechem pierworodnym. Nie możemy rozpatrywać tej prawdy teologicznej jedynie w kategoriach historycznych – on-Adam zgrzeszył. Wydarzenia z raju są ilustracją skłonności, która prędzej czy później, w sposób bardziej czy mniej wyraźny, uwidacznia się w każdym z nas.

Nasz Bóg jest jednak większy niż grzech. Nasze nieposłuszeństwo nie jest w stanie skrępować Jego miłosiernych dłoni. Bezgraniczne posłuszeństwo Chrystusa jest Bożą odpowiedzią na nasze nieposłuszeństwo. To jest prawda o Bogu – to On zbawia, to On ofiarowuje siebie, oddaje życie swojego Syna, abym ja-grzesznik mógł żyć.

 

Komentarz do Ewangelii

W codziennym życiu łatwo dać się zastraszyć nieprzyjaznym ludziom, przygniatającym wydarzeniom. Codziennie odbieramy ze świata kolejną porcję „ciosów”, które chcą odebrać nam nadzieję, a przez to mogą również zachwiać naszą wiarą. Pan Bóg dba o najmniejsze detale naszego życia, jak włosy na głowie. Każdy z nas jest dla Niego najcenniejszy na świecie.

Moim zadaniem jest jedynie to, aby nie odbierać światu Dobrej Nowiny o tym, że Bóg naprawdę się troszczy o człowieka, że jego życie nie jest Mu obojętne. Masz odwagę przyznać się do Boga, kiedy ludzie Go znieważają? Nie lękasz się opowiedzieć tym, którzy poddają w wątpliwość Jego dobroć i wszechmoc? Jest w tobie pragnienie obrony dobrego imienia Pana Boga, nawet gdyby ludzie mieli cię za to wyśmiać?

Do każdego […], kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.


„Nie lękajcie się”

Jakie są nasze lęki? Wobec tych wszystkich „Nie bójcie się...” z dzisiejszego tekstu, jakże nie wspomnieć naszych braci z krajów komunistycznych lub z krajów Ameryki Łacińskiej, którzy żyją w zastraszeniu, pod groźbą tortur? W obecnych czasach więcej jest męczenników niż u początków Kościoła – jest to prawda, o której próbuje się zapomnieć w naszych krajach, gdzie wyznanie swojej wiary nie stanowi zbytniego zagrożenia. Dzisiejsze rozważanie powinno skierować nas najpierw ku tym, którzy mają powody, by przeżywać lęk oraz ku tym, którzy opanowawszy swój lęk są heroicznymi misjonarzami Ewangelii.

Ale modląc się za naszych prześladowanych braci i podziwiając ich, nie wymigujmy się od nieprzyjemnego być może dla nas pytania: czy ja się boję?

Nie chodzi o jakieś nasze „osobiste” lęki: strach przed cierpieniem, przed starością albo przed bombą atomową. Dzisiejsza Ewangelia mówi o lękach w odniesieniu do tego, co wymaga wiary: o lęku przed kompromitacją, przed zaangażowaniem się w katechizację lub w jakiś trudny apostolat, o lęku, że moglibyśmy tam stracić swój czas, pieniądze, a może nawet duszę! Kiedy Mateusz pisał te trudne, ale zarazem wzniosłe słowa, jego Kościół doświadczał wszelkiego rodzaju trudności wewnętrznych i prześladowań zewnętrznych. Trzy sztandary, które rozwija bardzo wysoko, powinny, gdy zajdzie taka potrzeba, dodać nam odwagi.

Pierwsza zachęta: nie bójcie się głosić Ewangelii. Podczas swojego publicznego życia Jezus nie mógł wszystkiego objawić, nie zostałby zrozumiany, Jego orędzie dojrzewało w ciemności. Ale była Męka i Zmartwychwstanie, i był dzień Pięćdziesiątnicy. Zalęknieni uczniowie z Wielkiego Piątku stali się burzycielami tłumów; żadna zachęta do odwagi nie przemawia tak mocno, jak lektura Dziejów Apostolskich – powinniśmy częściej do niej powracać, aby zanurzać się w atmosferze pewności i śmiałości pierwszych chrześcijan. Jakiś dziwny lęk opanował nas od czasu drugiego Soboru Watykańskiego, lęk, żebyśmy nie stali się „triumfalistami!”. Z pewnością potrzebny był powrót do postawy skromności i poszanowania, ale nie po to, żebyśmy zamilkli. Świat pogrążony w kryzysach powinien usłyszeć wołanie Ewangelii: „Powtarzajcie Dobrą Nowinę w świetle dnia, rozgłaszajcie ją na dachach!”. Prawdopodobnie nigdy nie zetkniemy się z oprawcami, którzy będą chcieli zmusić nas do podeptania krzyża, ale kiedy czujemy pokusę – na przykład w środowisku pracy – ażeby wstydzić się z powodu Chrystusa, niechaj w porę dotrze do nas ostrzeżenie: „Jeśli przyznacie się do Mnie, przyznam się i Ja do was; jeśli się Mnie zaprzecie, zaprę się was i Ja”.

Druga zachęta dla naszych braci, którzy żyją pod groźbą tortur i śmierci: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”. Oto jasna zasada rozróżnienia pomiędzy dobrymi i złymi lękami. Tylko jednej rzeczy powinniśmy się lękać: że odłączeni zostaniemy od Chrystusa, że odłączeni zostaniemy od życia wiecznego z Bogiem. Ale przecież znacie wspaniały okrzyk triumfu, rozpraszający wszelki lęk: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Choć nie grozi nam żadne poważne niebezpieczeństwo, powinniśmy być może przyjrzeć się naszym lękom: czy boimy się najbardziej tego wszystkiego i tych ludzi, którzy mogliby osłabić naszą wiarę?

Trzecia zachęta: mamy Ojca w niebie. Jezus mówi o tym, posługując się pełnymi humoru hiperbolami, które ukazują prawdę podstawową: „Żaden wróbel bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”.

Czyż można piękniej wyrazić, czym jest Opatrzność? Nie jest to jakaś superorganizacja Boga-komputera. To uwaga Ojca, który przez swojego Syna mówi mi: „Wiesz, dla mnie jesteś wart więcej niż wszystkie wróble na świecie”.

André Sève


Remedium na lęk

Gdyby chcieć wymienić wszystkie lęki współczesnych ludzi, to zebrałaby się całkiem pokaźna lista. Byłyby na niej zagrożenia wielkie i małe, realistyczne, ale także całkiem wydumane. Rozmiary takiej listy lęków pokazują jedną z charakterystycznych cech współczesnego człowieka: silne pragnienie zabezpieczenia życia przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem, ale także obsesyjne wręcz oczekiwanie, że życie musi przebiegać bez zakłóceń, według określonego przeze mnie scenariusza. Mimo tej wyakcentowanej troski o bezpieczeństwo, w ostateczności człowiek współczesny wcale nie czuje się bezpieczny, ale zamknięty w swojej życiowej fortecy jeszcze bardziej odczuwa wszechobecny niepokój.

Zapewne dlatego słowa Jezusa: „Nie bójcie się” tak mocno rezonują w naszych umysłach. W dzisiejszym krótkim fragmencie Ewangelii Mateuszowej Jezus powtarza je aż trzykrotnie. Nie jest to coś w rodzaju przyjacielskiego poklepania po ramieniu wraz ze słowami: „Jakoś to będzie”. Jezus wcale nie twierdzi, że niebezpieczeństwa są wydumane i przesadzone. Są one aż nadto realne. Mogą nawet dotyczyć zagrożenia życia, gdyż nie brakuje na świecie tych, którzy są w stanie „zabić ciało” i – by zrealizować swoje zamiary panowania nad innymi – są do tego gotowi.

Poczucie bezpieczeństwa Chrystusowego ucznia jest oparte na dwóch filarach. Jednym jest świadomość, że jest Ojciec, dla którego jestem ważniejszy, „niż wiele wróbli”. Ojciec Jezusa nie pozwoli, by moje życie stoczyło się w otchłań nicości. Jedynie On jest w stanie ocalić to, co w moim życiu najcenniejsze w obliczu wszystkich zagrożeń. I jedynie On jest w stanie ocalić mnie samego, nawet wtedy, gdy moje doczesne życie dobiegnie końca.

Drugim filarem jest moc, która płynie z przyznania się do Jezusa przed ludźmi. Przez dwa tysiące lat odważne przyznanie się do tego, że jest się uczniem Chrystusa, kosztowało życie całe rzesze chrześcijan. A mimo to chrześcijanie nie przestają ufać w te Jezusowe słowa: „Nie bójcie się”. Nie przestają ufać, bo patrzą poza horyzont doczesności.

Ks. Marian Machinek MSF

 

Nie bójcie się ludzi

Są takie zdania w Ewangelii, które -jak choćby to dzisiejsze: „Nie bójcie się ludzi” – muszą budzić pewne zdziwienie. W gruncie rzeczy to jednak właśnie w nich kryją się bardzo często te treści, które pozwalają nam niejako dotknąć i lepiej rozumieć ducha wolności, który przenika całą Ewangelię i przemienia tych, co jej słuchają.

Słowa Chrystusa: „Nie bójcie się ludzi” łączą się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii z wezwaniem do wierności prawdzie i zapewnieniem, że prawda ostatecznie zawsze zwycięża. Właśnie dlatego uczniowie winni odważnie głosić to, co usłyszeli i nauczyli się od Mistrza. Muszą słuchać Jego słów i żyć nimi na co dzień. Bo słuchać w znaczeniu biblijnym, to również czynić – wypełniać to, co się usłyszało, przechodzić od słów do czynów.

Mówienie i słuchanie prawdy nie jest łatwe, jednak właśnie umiejętność – jeśli można tak powiedzieć – zmierzenia się z prawdą jest jedną z miar wielkości człowieka. To właśnie w obliczu prawdy, zwłaszcza bardzo trudnej do powiedzenia lub przyjęcia, pokazuje się i nasza wierność Chrystusowi, i wierność samej prawdzie, i wreszcie miłość, którą mamy do Boga i do drugiego człowieka. Bo nie da się prawdy oddzielić od miłości – w duchu tego, co powiedziała Edyta Stein: „Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, a nie przyjmujcie niczego jako miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem”.

Dariusz Madejczyk

 

Wiara lekarstwem na lęk

Zwykle lęk przed domniemanym niebezpieczeństwem wyrządza więcej szkody niż samo zagrożenie. Kto ulega lękowi - nawet jeśli jest on uzasadniony, już przegrał.

A nigdy chyba przeciętni chrześcijanie nie byli tak zalęknieni i zawstydzeni swojej wiary jak dziś. Może dlatego, że jest to wiara słaba albo może nawet zupełnie pozorna. Bo prawdziwa wiara pozwała przezwyciężyć łęk. Tak było przez wszystkie okresy prześladowań. Męczennicy zapewne bali się śmierci, ale nie lękali się prześladowców.

Dziś męczeństwo za wiarę nikomu nie grozi, przynajmniej w Polsce. Tymczasem lęk przed tym, co powiedzą albo nawet tylko co pomyślą o nas ludzie, paraliżuje nas i pozbawia wszelkiej odwagi. Tak się dzieje zawsze wtedy, gdy ktoś nie jest pewny swoich przekonań. Kto poznał prawdę, ten zostaje wyzwolony z lęku, gdyż prawda daje człowiekowi pewność i siłę. Prawda daje także pewność ostatecznego zwycięstwa i to czyni człowieka odważnym.

Ale żeby tak było, trzeba najpierw poznać prawdę. Prawda, w przeciwieństwie do propagandy, manipulacji, reklamy i kłamstwa, nigdy nie jest krzykliwa, przekupna ani agresywna. Prawda nie potrzebuje najemników ani funkcjonariuszy do jej rozpowszechniania, natomiast potrzebuje świadków, gotowych mówić i dzielić się tym, co sami przeżyli i czego doświadczyli.

Świadectwo to musi być autentyczne. Autentyzm wynika z osobistego spotkania z Chrystusem, doświadczenia Jego obecności, bliskości, miłości i mocy. Wtedy będzie miało wewnętrzną siłę przekonania i przyciągania – i nie ugnie się pod presją opinii czy z obawy wyśmiania. Gdy człowiek ma świadomość, że jest pod opieką Boga, wtedy nic nim nie zachwieje.

Bóg nie tylko, że jest wszechmocny, wszechwiedzący i potężny, ale na dodatek kocha człowieka. Z samej swej natury wie o nas wszystko, podobnie jak wie wszystko o całym wszechświecie: makro- i mikrokosmosie. Ale w przypadku człowieka to nie jest tylko teoretyczna, bezosobowa wiedza: Bóg nie tylko wie o nas wszystko, ale także zna nas; jest to więc wiedza połączona z miłością i troską.

Rodzi ona w człowieku postawę bojaźni Bożej, czyli szacunku, ufności, pokory, oddania i posłuszeństwa Bogu w nadziei, że On najlepiej pokieruje naszym życiem. Przyznać się do Chrystusa to znaczy świadczyć całym swoim życiem, że Bóg wie wszystko lepiej niż ja, że Bóg ma rację, że On ustala zasady, daje powołanie i wytycza cele. Przyznać się do Chrystusa to znaczy pójść za Nim, przylgnąć do Niego i oddać się ufnie w Jego ręce. Na pewno jest to najbezpieczniejsze miejsce na świecie.


MYŚL  TYGODNIA

Strach przed ludźmi jest grzechem, który uśmierca nasze dusze.
Tylko bojaźń Boża jest początkiem mądrości, która zapewnia nam życie wieczne.