SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


2 sierpnia 2026 – XVIII Niedziela Zwykła












Jedli wszyscy do syta …









Wśród letnich upałów woda, która gasi pragnienie, zupełnie inaczej smakuje. Tym bardziej, jak taką wodę można otrzymać za darmo. A jeszcze, jak weźmiemy poprawkę, że chodzi o Bliski Wschód, gdzie woda jest skarbem, to zupełnie inaczej smakują słowa proroka.

„Przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy”. Oto Pan otwiera swą rękę i karmi nas do syta. I zaprasza, żebyśmy odnaleźli się pośród tego tłumu ludzi, który słucha Jezusa, za który Jezus bierze odpowiedzialność i tej odpowiedzialności uczy swych uczniów.

Po śmierci Jana Chrzciciela Jezus udaje się na pustkowie osobno. A ludzie za Nim idą. I lituje się nad nimi, bo oni są jak owce niemające pasterza. I uczy swych uczniów odpowiedzialności za drugiego człowieka, kiedy do nich mówi: „Wy dajcie im jeść”.

Czasami, myśląc o pomocy drugiemu człowiekowi, czekamy na złote góry, na wygraną w totolotka, na zmianę rządów, na spadek po babci. Jezus robi coś zupełnie innego. Nie czeka na złote góry. Bierze to, co jest, to, co Mu dają: pięć chlebów i dwie ryby. Nie przekreśla ich, a błogosławi.

Mamy tutaj użyte całe słownictwo eucharystyczne. Jezus spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleb i dał uczniom. Po co? Żeby zanieśli ten chleb innym.

Zostało dwanaście koszów pełnych ułomków. Po tym szczególnie rozpoznajemy, że to rozmnożenie chleba ma miejsce na brzegu Galilejskim, że to rodzi się Nowy Izrael, rodzi się Kościół, aby brać odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Ks. Wenancjusz Zmuda


Komentarz do pierwszego czytania

Słowa proroka Izajasza zawierają paradoksalne wezwanie Boga: „Kupujcie bez pieniędzy i za darmo”. Warto zatrzymać się nad słowem „kupujcie”. Bóg nie mówi o pożyczaniu ani o biernym dziedziczeniu. Kupowanie oznacza świadomy wybór i przyjęcie czegoś na własność. To, co otrzymujemy od Stwórcy, staje się naprawdę nasze. A kiedy coś jest naszą własnością, zyskujemy wolność – możemy zachować tę wartość dla siebie albo przekazać ją innym. Boża łaska, pokój serca czy przebaczenie nie są nam dane jedynie na chwilę. Pan składa je w nasze ręce jako trwały dar, którym możemy dzielić się z ludźmi wokół nas. Nie jesteśmy tylko proszącymi, ale obdarowanymi dziećmi, które uczą się od Ojca bezinteresownej hojności. Stańmy dziś przed Bogiem z gotowością przyjęcia Jego darów i zanieśmy je do naszych rodzin, środowisk pracy i wszystkich, których spotkamy na swojej drodze.

 

Komentarz do drugiego czytania

W drugim czytaniu święty Paweł przypomina o potędze miłości Chrystusa, od której nic nie jest w stanie nas odłączyć. Fundamentem tej pewności jest łaska chrztu świętego. Moc śmierci i zmartwychwstania Jezusa została nam dana raz na zawsze, nadając nam niezatarte znamię umiłowanych dzieci Boga. Ludzka natura pozostaje jednak krucha i zmienna. Zdarzają się chwile, gdy sami tracimy wiarę, gasną w nas nadzieja i miłość. Boża pieczęć na naszym sercu pozostaje jednak nienaruszona. Bóg nie cofa swoich obietnic i nie przestaje kochać nawet wtedy, gdy my odwracamy się od Niego. Nasza tożsamość jest bezpieczna w Jego rękach. Jeśli z pokorą uznamy własną słabość, odkryjemy na nowo miłość, która nie zawodzi i nigdy się nie kończy.

 

Komentarz do Ewangelii

Dzisiejsza Ewangelia o rozmnożeniu chleba rzuca światło na relację Jezusa z ludźmi. Tłum poszedł za Nim na pustkowie bez kalkulacji i bez szukania własnych korzyści. Ludzie wytrwali przy Nim po prostu dlatego, że chcieli z Nim być.

Bywa i tak, że goście wpadają do nas „tylko” na herbatę, a zostają aż do kolacji. Cieszymy się ich obecnością i chcemy zatrzymać ich dłużej, dlatego dzielimy się tym, co mamy. Podobnie postępuje Jezus. Daje ludziom chleb i ryby – nie po to, by urządzić ucztę, ale by mogli pozostać z Nim jeszcze trochę.

Zastanawia jednak finał tej historii. Dlaczego zebrano aż dwanaście koszy ułomków? Boga trudno posądzać o marnotrawstwo. Być może ludzie, kierując się lękiem o jutro, brali więcej, niż potrzebowali. Pozostałe kosze pełne kawałków chleba przypominają nam, że Boża hojność zawsze przewyższa nasze obawy i kalkulacje. Kiedy trwamy przy Chrystusie, On daje więcej, niż potrafimy sobie wyobrazić. Pozostaje tylko pytanie: czy naprawdę to dostrzegamy?


Z czego żyjesz?

Gdy moja mama chciała przywołać do porządku dorastającego chłopca, jakim wtedy byłem, mówiła mi z poważną miną: „Patrz, z czego żyjesz!” Wtedy było to dla mnie po prostu jedno z dyscyplinujących haseł, którego nie rozumiałem, ale dzisiaj te słowa nabierają głębokiego sensu. Z czego żyję? Innymi słowy –  co mnie karmi? Jaki pokarm, taka kondycja – odnosi się to nie tylko do ludzkiej biologii, ale także do życia duchowego. Dobry duchowy pokarm utrzymuje ludzkiego ducha w dobrej kondycji; kiepski duchowy pokarm potrafi dać chwilowe złudzenie sytości, ale z biegiem czasu niszczy delikatną wewnętrzną tkankę i prowadzi do duchowej choroby.

Ewangeliczne opisy rozmnożenia chleba pokazują Jezusa troszczącego się o zwyczajne, doczesne potrzeby ludzi. Człowiek musi jeść i wolno mu jeść do syta, aby zachować siłę i sprawność ciała i psychiki. I zanim popatrzymy na ten opis od strony duchowej, trzeba, by dotarło do nas wezwanie Jezusa: „Nie potrzebują odchodzić, wy dajcie im jeść”. Te słowa mocno podkreślają znaczenie troski o zwyczajne potrzeby bliźnich, szczególnie tych, którzy z różnych przyczyn niedojadają. I chociaż czasami ich kiepska sytuacja życiowa nie jest przez nich niezawiniona, mimo wszystko jedno jest pewne: na kromkę chleba od wierzących w Chrystusa powinien móc liczyć każdy potrzebujący.

Ale jest też inny, duchowy głód, którego zaspokojenie dzięki dobremu, pożywnemu duchowemu pokarmowi jest równie istotne, jak zaspokojenie głodu fizycznego. W tej przestrzeni również zdarzają się bezwartościowe „zapychacze”, puste kalorie, które dają złudzenie sytości, ale nie tylko nie karmią, ale potrafią nawet zatruć. Dlatego muszę uważnie patrzeć, z czego żyję; o jakich treściach myślę, że mnie nakarmią. Nie wszystko, co wydaje się na pierwszy rzut oka intelektualnie „smaczne”, jest rzeczywiście wartościowe. Trzeba uważać na duchowe „poprawiacze smaku”, które mogą zmylić. Bez starannej uważności mogę zostać zasypany ofertami taniego, ale bezwartościowego duchowego pokarmu. Wtedy warto zwrócić się ku Jezusowi, aby pozwolić się rzeczywiście nakarmić Jego słowem. Nie ma lepszego duchowego pokarmu…

Ks. Marian Machinek MSF


MYŚL  TYGODNIA

Miejmy ufność w Bogu.
Chodźmy Jego drogami.
Bo pogoń za dobrami tego świata jest jak chwast,
który łatwo może w nas zdusić kiełkujące ziarna Bożego słowa...