SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


28 listopada 2021 – I niedziela Adwentu









Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie …









Chrystus Pan jest naszą sprawiedliwością. Kto wierzy w Niego, jest usprawiedliwiony na wieki i nie pójdzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Mając serca oczyszczone przez wiarę i napełnione miłością Bożą przez Ducha Świętego, który został nam dany – możemy utwierdzać się w nienagannej świętości przed Bogiem, w oczekiwaniu na przyjście Jezusa ze wszystkimi Jego świętymi. Usprawiedliwieni krwią Jezusa, staniemy przed Ojcem bez winy.

 


Przeżyjmy adwent pod znakiem pokory

W tę pierwszą niedzielę nowego okresu liturgicznego, zwanego Adwentem, Bóg przez usta św. Pawła kieruje do nas wezwanie: Stawajcie się coraz doskonalszymi. Nieco dalej Apostoł narodów doda jakże wymowne słowa: Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie.

Świętość, doskonałość! Przecież do istoty życia zgodnego z Ewangelią należy dążenie do Boga ze wszystkich naszych sił, gdyż mamy dążyć do tego, co w górze, a nie do tego, co w dole. Bóg tak bardzo pragnie naszej doskonałości, czyli świętości, iż nawet dążenie do doskonałości poleca nam jako obowiązek. Dziecko, które nie rośnie, staje się karłem, a pociąg, który zbyt długo zatrzymuje się na kolejnych stacjach, z opóźnieniem dociera do celu. Tak więc nie postępować na drodze do doskonałości, to w istocie oznacza cofać się. Znany dominikański teolog tłumaczy nam tutaj, iż: „Postęp w miłości musi być przyspieszony. Kilka wieków wcześniej podobną myśl wyraził inny duchowy syn św. Dominika – wielki św. Tomasz z Akwinu, gdy pisał: „Im bardziej ruch naturalny, na przykład spadającego kamienia, zbliża się do swego kresu, tym bardziej przybiera na sile. Łaska zaś działa na podobieństwo natury, ci więc, którzy są w stanie łaski, tym bardziej winni w niej wzrastać, im bardziej zbliżają się do celu. Tak więc, im bardziej postępujemy w latach, tym bardziej powinniśmy zbliżać się do Boga.

Nie na próżno i nie przypadkowo Bóg kieruje do nas słowa o doskonałości właśnie w pierwszą niedzielę Adwentu, bo Adwent to dla chrześcijanina czas wzmożonej pracy nad sobą, to okres radosnego oczekiwania na przyjście Chrystusa, i dlatego też umartwienia, które się podejmuje w tym okresie, nie mają charakteru pokutniczego, ale mają nas lepiej przygotować wewnętrznie na przyjście Pana. Mają więc swoją wartość ograniczenia w jedzeniu, oglądaniu telewizji, i wszystkie umartwienia dotyczące rzeczy zewnętrznych, ale przecież jeszcze większą wartość mają uczynki miłosierne co do duszy i co do ciała bliźniego, bo Ewangelia to przede wszystkim realizacja przykazania miłości Boga i bliźniego.

Na progu nowego okresu liturgicznego w naszym Kościele zapytajmy, drodzy, o to, jak ma wyglądać nasz Adwent i jak mamy go przeżywać w naszych sercach? Bardzo ważne bowiem są wszystkie obchody zewnętrzne, ale przecież wiemy, iż Bóg pragnie, byśmy Go czcili przede wszystkim w Duchu i prawdzie: Bóg jest Duchem; potrzeba wiec, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Oto, o kształcie zbliżającego się Adwentu poucza nas wyraźnie dzisiejsza Ewangelia, która mówi: Czuwajcie wiec i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli... stanąć przed Synem Człowieczym.

Czuwać, to unikać zła w naszym życiu. Byśmy mogli jednak to czynić, to potrzebna nam jest pomoc Boga, którą wypraszamy na modlitwie. Czuwanie jest więc bardzo związane z kształtem naszej chrześcijańskiej modlitwy, która jest przebywaniem z Bogiem, umiłowaniem momentów kontemplacji i zadumy nad wielkimi sprawami Bożymi, a także dialogiem z Tym, o którym wiemy, iż nas kocha i pociąga nas ku Sobie.

Wreszcie dzisiejszy psalm responsoryjny poucza nas wyraźnie o tym, jak mamy żyć w zbliżającym się Adwencie, aby był on czasem przesyconym obecnością Boga: Bóg... pomaga pokornym czynić dobrze, pokornych uczy dróg swoich. Pierwszym więc warunkiem podobania się Bogu jest pokora, która ozdabia nasze czyny i sprawia, że stają się one czymś miłym dla Boga. Pokora to czucie się małym po to, by otworzyć się na wielkość Boga, to widzenie siebie w prawdzie, takim, jakim się jest w istocie, czyli dostrzeganie w sobie nie tylko zalet i zdolności, ale i własnej nędzy wyrażającej się w brakach licznych upadkach i niedoskonałościach.

Tej przepięknej cnoty pokory tak bardzo potrzebujemy w naszym świecie, gdzie jest tyle buty, tyle pychy i próżności. Znany francuski generał, Morillon – jeden z byłych dowódców wojsk ONZ w Bośni-Herzegowinie – jako praktykujący katolik jeździ często z pielgrzymkami do Lourdes. Oceniając dramat, który rozegrał się w ostatnich czasach na Bałkanach, stwierdził, iż przyczyną ludzkiej tragedii jest ludzka pycha, a zwłaszcza pycha polityków i przywódców państw.

Ten okres Adwentu pragniemy przeżyć zapatrzeni w pokorę Boga, gdyż Słowo Boże wcieliło się dlatego, gdyż Bóg zapragnął swoją pokorą wyleczyć nas z pychy. Również i to zagadnienie objaśnia nam w sposób niezwykle precyzyjny św. Tomasz z Akwinu, tak bardzo polecany przez Magisterium Kościoła w ciągu całego, przemijającego już, a bardzo niespokojnego XX wieku. Pisze on, iż: „Tak wielka pokora Boga może ukrócić ludzką pychę, największą przeszkodę do zjednoczenia się z Bogiem, i może człowieka wyleczyć z niej.

Mając to wszystko na uwadze, a przede wszystkim zdumiewając się pokorą samego Boga, przeżyjmy ten Adwent właśnie pod znakiem pokory, która jest ozdobą każdego człowieka. Módlmy się również i o to, by jak najwięcej cnoty pokory było w naszym polskim społeczeństwie, w naszych domach i rodzinach, bo Bóg... pomaga pokornym czynić dobrze, pokornych uczy dróg swoich.

Henryk Majkrzak SCJ


Aby wasze serca nie były ociężałe

Kto modli się lepiej – gruby czy chudy? Absurdalne pytanie? Chyba niezupełnie. Wprawdzie nie da się na nie odpowiedzieć, sprawdzając wagę człowieka („taki gruby, taki chudy może świętym być”), ale można powiedzieć, że tak nadwaga, jaki i niedowaga mogą być również przeszkodą na drodze do Boga.

W jednym z domów rekolekcyjnych niedaleko Poznania prowadzone są rekolekcje połączone z odchudzaniem. Są osoby, dla których połączenie rekolekcji z terapią odchudzającą jest nieomal gorszące; widzą w tym jakieś niestosowne pomieszanie sacrum i profanum. Można jednak się zastanowić, czy ćwiczenia duchowe nie potrzebują przypadkiem także tych ćwiczeń, które dotykają ciała. Skoro post pomaga wyrzucać złe duchy, to czyż – zwłaszcza dla osób z nadwagą – pomocą na drodze do wewnętrznej przemiany nie może być zrzucenie kilku niezdrowych kilogramów?

„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych”. Tym jednym zdaniem Ewangelia podsuwa nam myśl prostą, ale i bardzo uniwersalną: pamiętajcie, że ciało i duch łączą się z sobą. Ociężałość serca, czyli brak ducha, zaangażowania, niechęć do podejmowania się czegokolwiek lub po prostu stopniowe popadanie w lenistwo bardzo często łączą się ze stylem życia człowieka.

Gdybyśmy chcieli przetłumaczyć to jedno zdanie o obżarstwie, pijaństwie i troskach doczesnych na język naszych czasów, trzeba by sobie uświadomić, że problemem stają się dziś skrajności. W USA są fast food'y, w których za kilka dolarów można jeść do upadłego, bez jakichkolwiek ograniczeń. Z drugiej strony, lansuje się figury modelek, które nie wiedzą, co to znaczy normalne odżywianie. W jednym i drugim przypadku z pola widzenia ginie sam człowiek – duch, który ma go ożywiać.

Żeby serce człowieka nie było ociężałe „wskutek trosk doczesnych”, a dbałość o wygląd zewnętrzny nie uśpiła ducha, który zwraca się ku Bogu, trzeba – zwyczajnie – zachować umiar: w piciu, jedzeniu, oglądaniu telewizji, siedzeniu przy komputerze i nawigowaniu w Internecie, czytaniu książek i zabawie w dyskotece. W ten sposób będziemy kochać Boga całym sercem, duszą, umysłem i ze wszystkich sił, bo nic nie będzie nam Go przesłaniało i nic nie zabierze czasu, który Jemu się należy.

Ks. Dariusz Madejczyk


Ewangelista Łukasz przytacza nam, wydawałoby się, przerażającą mowę Chrystusa do swoich uczniów. Czy jej celem jest wzbudzenie strachu i paniki wśród jej adresatów, a także wśród nas?

Faktem jest, że z utęsknieniem oczekujemy na ponowne przyjście Jezusa, a także, że będzie to dzień sądu ostatecznego. Jednakże, nie powinien on wywoływać w nas przerażenia, ale raczej motywować i mobilizować do bycia przygotowanym, do nieustannej poprawy. Wiemy doskonale, iż wszystko przemija. Świat, w którym żyjemy i jaki znamy, nie będzie wieczny. Dlatego za pomocą zjawisk natury – kataklizmów wywołujących cierpienie – zostaje nam przybliżony czas ostateczny. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, które będą towarzyszyły temu wydarzeniu, mają za zadanie przedstawić Boga jako Pana całej natury. Toteż nie powinniśmy kulić się w strachu, ale być czujnymi, „podnieść głowy” i patrzeć z nadzieją na nadchodzące zbawienie.

Dzisiejsza perykopa jest dla nas przestrogą, aby naszego życia tu i teraz wraz ze wszystkimi jego dobrami materialnymi nie uważać za najważniejsze i jedyne. Naszym zadaniem jest raczej trwanie w czujności i ciągłe zadawanie sobie pytania: czy moje życie jest oczekiwaniem i przygotowywaniem się na dzień sądu? Czy żyję jak na dziecko Boże przystało? Czy podnoszę głowę, bo ufam, że dostąpię życia wiecznego w chwale? Jeśli odpowiedź na te pytania jest negatywna, trzeba się pospieszyć i zacząć działać, aby móc „uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

MYŚL  TYGODNIA

Aby zdobyć się na życie w prawdzie, trzeba patrzeć bardzo daleko i bardzo głęboko; trzeba mieć nadzieję, która potrafi przekraczać korzyści dnia dzisiejszego i wyczekiwanie na pochwały ze strony przełożonych.