SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


19 lipca 2026 – XVI Niedziela Zwykła




Syn Człowieczy pośle aniołów swoich:
ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia
i tych, którzy dopuszczają się nieprawości,
i wrzucą ich w piec rozpalony;
tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą
jak słońce w królestwie Ojca swego.




Królestwo Boże jest w pierwszej chwili prawie niezauważalne – jak zaczyn w cieście albo ziarnko gorczycy. A jednak ma ono moc przemienić całą rzeczywistość, w której żyjemy. Jego siłą jest sam Jezus Chrystus. On zachęca nas w dzisiejszej przypowieści, abyśmy czekali i byli cierpliwi. To On zatroszczy się o plony, da wzrost ziarnu. Do nas należy pielęgnowanie królestwa, które jest wśród nas. Dokonuje się to przez modlitwę w Duchu Świętym, „gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”.


Komentarz do pierwszego czytania

Fragment z Księgi Mądrości, wpisany w liturgię Słowa tej niedzieli, pochodzi z ostatniej, trzeciej części tego skarbu biblijnej literatury dydaktycznej. Autor zamyka swoje dzieło wielkim rozważaniem nad dziejami Ludu Wybranego, widząc w nich swoiste „Boże igrzysko”. Odczytaną dziś perykopę poprzedza refleksja nad grzechami pierwotnych mieszkańców ziemi Kanaan. Nie nawróciła ich cierpliwość i miłosierdzie Boga, więc doświadczyli kary. Boże działania są nieproporcjonalnie delikatne wobec zbrodni, jakich potrafią dopuszczać się ludzie. Istotnie, katalog grzechów przedizraelskich mieszkańców Ziemi Świętej budzi grozę: zaczynając od pełnych obrzydliwości rytów, przez zabijanie dzieci aż po kanibalizm. Wobec tego wszystkiego rozłożone w czasie, nastawione na miłosierdzie działanie Boga, może zadziwiać. Dopuszczający się zła „tylko” utracili daną im wcześniej ziemię. W tym kontekście pojawia się modlitwa uwielbienia Pana – sprawiedliwego Sędziego, który nawet wobec jawnego odrzucania Jego władzy, pozostaje łagodny w wymiarze kary. Słowo dziś dane nam jako światło na drodze życia kończy się wymownym pouczeniem – powinniśmy uczyć się od samego Boga miłosierdzia i cierpliwości. „Sprawiedliwy powinien bowiem miłować ludzi”, na wzór Stwórcy, który każdemu daje nadzieję, że po występkach przyjść może nawrócenie.

 

Komentarz do drugiego czytania

Czytany dziś fragment Listu do Rzymian przynosi mały traktat o modlitwie. Cały rozdział ósmy pawłowego przesłania dla Kościoła stolicy Imperium jest poświęcony życiu w Duchu Świętym – nowemu życiu, jakie prowadzi wyzwolony z mroku śmierci człowiek, który wcześniej uwierzył i wyznał, że Jezus jest Panem. Duch Święty prowadzi krok po kroku nowonarodzonego w chrzcie człowieka, prowadząc do przekonania, że oto stał się dzieckiem Bożym. Modlitwa, czyli oddech życia wierzącego chrześcijanina, to również dzieło Ducha. Bóg wie, że jesteśmy słabi i nie pozostawia nas samych, kiedy nie potrafimy nawet ubrać w słowa naszego uwielbienia, naszej prośby, naszych wyrazów skruchy. Nie trzeba więc nieustannie biczować się z powodu nieumiejętności stawania przed Panem. Modlitwa nie jest pokazem oratorskiego kunsztu, ale uświadomieniem sobie, że oto Bóg sam mieszka w moim sercu i On sam wie i rozumie mnie lepiej, niż ja znam i rozumiem samego siebie.

 

Komentarz do Ewangelii

W formie dłuższej dzisiejsza Ewangelia zawiera aż trzy Jezusowe przypowieści o Królestwie. Z pewnością wszyscy usłyszeliśmy w czasie liturgii pierwszą z nich – opowieść o pszenicy sianej za dnia przez gospodarza i chwaście posianym nocą przez nieprzyjaciela. Znaczenie namalowanego słowem obrazu wyjaśni za chwilę uczniom sam Jezus: siewcą pszenicy jest On sam, rolą jest świat, nieprzyjacielem jest diabeł, chwastem są synowie Złego, zaś czasem żniw jest koniec świata. Wszystko wydaje się więc czytelne. Wciąż jednak zadziwiać może cierpliwość Gospodarza, który pozwala, aby pszenica i chwast rosły razem, nawet jeśli chwast toczy z pszenicą nieustanną walkę na śmierć i życie. Być może powodem cierpliwości Dobrego Siewcy jest fakt, że często trudno jest odróżnić rosnące zboże od rozsianego szkodnika. Po raz kolejny Bóg pragnie powiedzieć każdemu sercu, że czeka na nawrócenie. Liczy na to, że to, co wydawało się chwastem, w czasie żniwa okaże się jednak pszenicą. Być może nasz Pan ma wobec nas więcej wiary i więcej nadziei na przemianę, niż my dajemy sobie sami. Warto więc po Bożemu spojrzeć na pole własnego życia, i póki mamy jeszcze czas, to, co jest chwastem, pokutą i nawróceniem zamienić na pszeniczne ziarno.


Pszenica i chwast to nie to samo

Wszystkie przypowieści, które opowiada nam dzisiaj Jezus, niosą to samo przesłanie. Królestwo Boże objawia się w tym świecie w bardzo niepozornej postaci. Jest jak zaczyn, który początkowo wydaje się zbędny, a jego używanie wydłuża jedynie proces produkcji ciasta. Królestwo Boże jest jak małe ziarno gorczycy, które zrazu niczym nie zachwyca, a nawet wydaje się słabsze i mniej wartościowe od innych nasion. Początkowo jest nawet jak źdźbło łudząco podobne do chwastu – z pozoru nieprzydatne i jedynie wyjawiające ziemię. By prawdziwa siła i wartość Bożego królestwa stała się widoczna, potrzeba czasu. I nie da się tego procesu w żaden sposób przyspieszyć. To dlatego do podstawowych i kluczowych cnót człowieka wierzącego należą zaufanie i cierpliwość. Zaufanie, że mimo skromnych początków ziarno ujawni ostatecznie swój potencjał; cierpliwość, która szanuje prawa powolnego wzrostu i nie usiłuje tego wzrostu wymusić przez zbyt pochopne ingerencje.

Jest jednak w tej serii przypowieści Jezusa coś jeszcze: są to przypowieści nie tylko o ludzkiej, ale także o Bożej cierpliwości. Bóg daje czas na zawrócenie i pozwala ziarnom różnego rodzaju róść aż do żniwa. W tym miejscu analogia ze świata uprawy zboża zostaje jednak przekroczona. W przyrodzie istota ziaren jest niezmienna: z ziaren pszenicy nie wyrosną chwasty i na odwrót – z nasion jakiejś nieużytecznej rośliny nie wyrośnie pszenica. W życiu duchowym taka zmiana może jednak nastąpić, synowie królestwa mogą zdradzić swoje szlachetne pochodzenie i stać się synami złego. Także ci, którzy początkowo opowiedzieli się za złem, mogą zmienić swoją przynależność tak dogłębnie, że łaska Boża uczyni ich synami królestwa. I dlatego właśnie Bóg czeka aż do żniwa.

Nie oznacza to jednak zrównania chwastu ze szlachetną pszenicą. Czas żniwa nastąpi nieuchronnie. Chwasty ujawnią swoją zepsutą naturę i zostaną precz wyrzucone, pszenica zostanie od nich starannie oddzielona i złożona w Bożym spichlerzu. Bo pszenica i chwast to nie to samo.

Ks. Marian Machinek MSF


MYŚL  TYGODNIA

Siejmy codziennie ziarna Boże,
aby powstał z nich Boży chleb,
który wręczymy Bogu,
kiedy nastanie dla świata czas żniw.