SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


9 sierpnia 2026 – XIX Niedziela Zwykła












Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!








Przed laty zespół Trzecia Godzina Dnia śpiewał: wierzyć to znaczy chodzić po wodzie, chodzić za Jezusem, kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej.

Wierzyć to znaczy chodzić po śladach Eliasza, który idzie na Bożą Górę Horeb, czyli na Synaj, na górę Dziesięciorga Przykazań, na górę Przymierza. Wierzyć to znaczy powracać do miejsc, gdzie Bóg udzielił łaski, zmiłowania.

Eliasz ucieka przed Ahabem. To prorok prześladowany, można powiedzieć, że w wielkiej depresji. Doświadcza Boga nie w ekstremalnych warunkach, nie w niezwykłych warunkach, ale w szmerze łagodnego powiewu. W ciszę przychodzi Pan, bo cisza też uczy słuchać słowa.

Wierzyć to znaczy chodzić z innymi, to orędować za innymi. Tego uczy apostoł Paweł w Liście do Rzymian, kiedy ma w swoim sercu potężny smutek, nieustanny ból, bo wielu jego rodaków nie poznało Jezusa Chrystusa. A on dla zbawienia braci swoich pragnie uczynić wszystko.

Wierzyć to znaczy chodzić po wodzie, jak Szymon Piotr. W powodziach życia czasami są to wody śmierci. Jezus nakarmił tłumy, przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg. Wyprzedzić Jezusa to być posłanym w miejsce, gdzie On pragnie się objawić.

Odkrywamy tu także Jezusa, który nie traci czasu. Idzie na górę i modli się, jest sam na sam z Ojcem. Ten czas wakacji zadany jest także po to, żeby odnaleźć się przed Bogiem, z moim wołaniem, z moją modlitwą.

Wreszcie Jezus podąża do uczniów. Trzynaście kilometrów szerokości ma Jezioro Genezaret. Jest co wiosłować, trzeba się zmagać z przeciwnym wiatrem. Uczniowie są przestraszeni. Wtedy przychodzi Jezus, pojawia się jakby znikąd i ucisza wiatr.

A Piotr, żeby sprawdzić, doświadczyć, idzie po wodzie do Jezusa. Kiedy Jezusa traci z oczu, zaczyna tonąć, a tonie, kiedy jest bardzo blisko Jezusa, bo nie patrzy już na Niego, tylko na zmieniające się warunki atmosferyczne i nagle doznaje strachu.

Nie tracić Jezusa z oczu. Nie bać się także, kiedy dzieje się źle, krzyczeć, błagać i prosić: Panie, ratuj mnie. Panie, przymnóż mi wiary, bo jestem często człowiekiem małej wiary. Ucisz to, co dzieje się w moim sercu, te wszystkie burze, niepokoje. I na podobieństwo uczniów uczę się uznawać Ciebie jako Pana i Zbawiciela mojego życia, dzień po dniu.

Ks. Wenancjusz Zmuda


Komentarz do pierwszego czytania

Teofania na górze Horeb, której stajemy się świadkami w dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym, skłania nas do zastanowienia się nad naszym obrazem Boga. Eliasz zostaje wezwany, by stanąć wobec Pana. Wychodzi z groty, w której przenocował i przed jego oczami przesuwają się różne obrazy. Prorok wie, że to Pan przechodzi. Jego wrażliwość, jego świadomość, znajomość Boga pozwala mu dostrzec Jedynego Władcę w cichym szmerze łagodnego powiewu. Eliasz nie daje się zwieść pozorom. Gwałtowna wichura, trzęsienie ziemi, ogień, być może bliskie jego postrzeganiu ziemskiej rzeczywistości, nie zniewalają go. On patrzy głębiej – patrzy w serce Boga. A jak my spoglądamy na Pana? We wspomnianych kataklizmach prorok widzi przygotowanie na spotkanie z Bogiem. A my, czy pośród trudnych doświadczeń wystawiających na próbę naszą wiarę, nadzieję, dotykających naszego serca, naszych uczuć, myśli, umiemy obronić się przed pokusą dostrzegania w nich wrogiego nam działania Boga? Czy może wraz z Eliaszem widzimy w nich oczyszczające działanie Pana, który pragnie udzielić się nam w cichości i łagodności? Prośmy Objawiającego się, byśmy potrafili i chcieli dostrzegać w naszym życiu miłość Boskiego Wychowawcy.

 

Komentarz do drugiego czytania

O ile pierwsze czytanie skłaniało do rewizji obrazu Boga, jaki nosimy w sobie, o tyle drugie zachęca do refleksji nad spojrzeniem na bliźniego. Święty Paweł mówi Rzymianom o swoim smutku, odczuwanym wewnętrznym bólu z powodu oddalenia od Boga jego rodaków. Wejrzyjmy w siebie i spytajmy co w odniesieniu do drugiego człowieka jest przyczyną naszego smutku, naszego cierpienia. Apostoł mówiąc o Izraelitach – dostrzega ich obdarowanie, łaski, jakie otrzymali od Boga. A jak jest z nami? Czy potrafimy dostrzec skarby złożone przez Pana w sercach, umysłach tych, którzy myślą inaczej niż my?

Drugi temat, jaki nasuwa nam przytaczany dziś fragment listu świętego Pawła to owoce nawrócenia, które dokonało się w nim. Zanim przeżył doświadczenie pod Damaszkiem, jego stosunek do ludzi myślących inaczej niż on, skłaniał go do prześladowania tych ostatnich. Po spotkaniu z Jezusem w mistycznej wizji gotów jest wziąć na siebie cierpienia, by doprowadzić do wiary nieprzyjaciół. Czy i my jesteśmy gotowi zająć taką postawę wobec sprzeciwiającym się nam? Czy nasze trwanie przy Chrystusie owocuje podobną miłością?

 

Komentarz do Ewangelii

Ewangelia ukazuje nam znaną scenę, w której Pan Jezus krocząc po wodzie przychodzi do uczniów borykających się w łodzi ze wzburzonymi falami i przeciwnym wiatrem. Widzimy reakcję zalęknionych uczniów, Jezusa umacniającego ich swoim słowem i Piotra, który ufny w wezwanie Mistrza, na przekór ludzkiemu doświadczeniu, wychodzi na taflę rozszalałego jeziora. Tak przedstawia się obraz dostępny naszym zmysłom. A co dokonało się w duszy doświadczonego rybaka? Piotr musiał wyjść z łodzi swej wiedzy o rzeczywistości. To właśnie odrzucenie tego, co tak oczywiste: człowiek nie może chodzić po falach, umożliwiło mu dojście do Jezusa. W naszym życiu niejednokrotnie atakują nas wzburzone fale różnych „żywiołów”. Przywiązania, namiętności, trudne okoliczności, relacje z innymi. Nie zawsze przyznajemy się do lęku związanego z tymi sytuacjami. Jednak to nie przynosi ukojenia. Może tak jak Piotr trzeba zaufać bliskości Boga. Trzeba się wyzbyć ziemskiego sposobu myślenia, by odnaleźć Go pośród swoich dni. I trwać przy Nim mimo porywów silnego wiatru różnorakich prądów tego świata. A w razie potrzeby umieć wołać: Panie, ratuj mnie. Tylko w oparciu o Jego moc uciszymy nasze wnętrze i spokojnie będziemy mogli patrzeć na zewnętrzne burze tego świata.


Panie, ratuj!

Są zadania, które – chociaż są trudne – umacniają nas, gdy je podejmujemy. W miarę ich realizacji stajemy się silniejsi, odporniejsi, a podjęty ciężar czyni nas po prostu dojrzalszymi. Ale są też takie zadania, które nas zdecydowanie przerastają i gdybyśmy je podjęli – pod wpływem impulsu, przesadzonej i nierealistycznej oceny własnych możliwości – stałyby się bardzo dokuczliwym ciężarem. Jeżeli motywem ich podjęcia były wygórowane ambicje czy próżność, takie ciężary potrafią człowieka wewnętrznie wykrzywić, a niekiedy nawet złamać. Takie było doświadczenie Piotra, opisane w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Mateuszowej. Najpierw, pod wpływem nagłego impulsu zaufania do Jezusa, chce doświadczyć tej niezwykłej zdolności kroczenia po falach. Jezus zgadza się na tę próbę, ale zaufanie Piotra topnieje z każdym krokiem. W końcu zapada się, zaczyna tonąć, bo zbyt mocno opierał się na sobie. Zostaje uratowany, bo ostatecznie zdołał zdać się całkowicie na Jezusa, wołając o ratunek.

Czy to doświadczenie było tylko negatywne? Niekoniecznie. Nieudane życiowe próby, które zakończyły się klęską, mogą w paradoksalny sposób również przyczynić się do dojrzewania człowieka. Może właśnie to doświadczenie zapadania się, tonięcia i rozpaczliwego wołania do Pana okazało się ważne dla Piotra wtedy, gdy musiał ponownie zdać sobie sprawę ze swojej słabości, zapierając się trzykrotnie Mistrza na dziedzińcu arcykapłana? Jego poczucie siły i determinacja, które kazały mu iść za kohortą prowadzącą Jezusa aż na dziedziniec arcykapłana, okazały się ponownie kruche i małe. Gorzki płacz Piotra był jak ponowne rozpaczliwe wołanie: Panie, ratuj! Nowy Testament ukazuje bez zbędnych retuszów te powtarzające się co jakiś czas gorzkie doświadczane ograniczenia, upadki, upokorzenia i powstawania Piotra. Może wszystkie one ostatecznie okazały się kluczowe, gdy stanął wobec rzymskich żołnierzy, którzy mieli go – jak Mistrza – przybić do krzyża?

Słowa kroczącego po jeziorze Jezusa skierowane do uczniów pozostają na zawsze wyciągniętą ku nam dłonią, gdy mamy wrażenie zapadania się i tonięcia w zamęcie życia: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”.

Ks. Marian Machinek MSF


MYŚL  TYGODNIA



Wszystko,
tak w Kościele jak i w każdym chrześcijańskim życiu,
rozgrywa się pomiędzy ufnością a lękiem.
To Ewangelia chodzenia po wodzie.