SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


12 kwietnia 2026 – Niedziela Miłosierdzia Bożego









Pan mój i Bóg mój! […]
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.









Dotknąć Niewidzialnego

Słowa Jezusa „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” nie oznaczają, że nasza wiara ma być ślepa. Jezus chce, abyśmy wszyscy Go doświadczyli i aby nasza wiara opierała się na doświadczeniu, a nie na teorii. Wiadomo jednak, że nie wszyscy mogli zobaczyć Jezusa po Jego zmartwychwstaniu a przed wniebowstąpieniem. Błogosławieni są więc ci, którzy doświadczyli Jezusa w inny sposób niż ten opisany w dzisiejszej Ewangelii, to znaczy w sposób duchowy.

Wbrew temu co się powszechnie sądzi, doświadczenie duchowe jest bowiem wspanialszym doświadczeniem niż to „naoczne”. Doświadczenie duchowe przenosi nas do nowej, niebiańskiej rzeczywistości, bo daje nam doświadczenie Jezusa nie tylko zmartwychwstałego, ale i „wniebowstąpionego”. Pozwala nam dotknąć niewidzialnego Jezusa.

O. Mieczysław Łusiak SJ


Komentarz do pierwszego czytania

Koniec drugiego rozdziału jest podsumowaniem – summarium życia Kościoła od Wniebowstąpienia Chrystusa do zesłania Ducha Świętego. Etapu, w którym Grono Dwunastu kontynuuje misję Jezusa już bez Jego fizycznej obecności. Tekst ten należy interpretować jako pewien ideał wspólnoty a nie zapis stanu rzeczywistego. Pierwszym elementem tego ideału jest dynamiczny rozwój osobowy. Słowa Piotra z wcześniejszych wersetów są mocniejsze niż znaki i cuda, które czynili. Z małej, około stuosobowej, grupki, do której zaliczymy: Dwunastu, Siedemdziesięciu dwóch i kobiety, robią się tysiące wierzących. Czym żyje ta idealna wspólnota? Autor Dziejów wskazuje na cztery elementy. Trwanie w nauce Apostołów. Nauka, po grecku didache, oznacza to, co przekazywane, wiedzę, doktrynę. Widzimy więc, że już od samego początku Kościół przekazywał treść wiary. Kolejnym elementem, wokół którego koncentruje się życie tej wspólnoty jest koinonia, czyli to, co wspólne, to, co używane przez wiele osób. Trzecim elementem jest łamanie chleba. Na Bliskim Wschodzie chleby, to codzienne pieczywo, są w formie placków lub podpłomyków, których się nie kroi ale łamie lub rwie. Ta wzmianka o łamaniu chleba nie dotyczy rozdzielania pieczywa podczas zwykłych posiłków. Ale odnosi się do sytuacji, w których Pan Jezus łamał chleb i dawał swoim uczniom. Ostatnim wymienionym elementem jest modlitwa.

 

Komentarz do drugiego czytania

Pierwszy List świętego Piotra został najprawdopodobniej napisany tuż przed śmiercią Piotra datowaną na 65 r. podczas prześladowania chrześcijan za Nerona. Adresatami są chrześcijanie nawróceni z pogaństwa. W obliczu prześladowań znaleźli się w niebezpieczeństwie porzucenia wiary chrześcijańskiej. W tych siedmiu wersetach autor wprowadza dwa tematy: odrodzenia, które rodzi żywą nadzieję niezniszczalnego dziedzictwa i powszechnego zbawienia oraz radości z doświadczeń i prób wiary. Osią listu i kluczem do zrozumienia życia chrześcijańskiego jest tajemnica paschalna Jezusa Chrystusa.

 

Komentarz do Ewangelii

Scena rozgrywa się w Jerozolimie, ale bez dokładnego wskazania miejsca. Tradycja utożsamia je z Wieczernikiem, miejscem, w którym została ustanowiona Eucharystia i w którym uczniowie byli zgromadzeni przed zesłaniem Ducha Świętego. W wybranym fragmencie Ewangelii Jana widzimy raczej gromadę wystraszonych uczniów niż Kościół. Nie znamy ich liczby ani imion. W ten sposób ewangelista sugeruje, że taki stan dotyczy uczniów Jezusa wszystkich czasów. Dopiero wiara paschalna umożliwia przejście ze strachu w obliczu świata do radości i pokoju w spotkaniu Pana. Jezus przychodzi do uczniów „mimo drzwi zamkniętych” i pokazuje im swoje rany. Ten gest oznacza objawienie tożsamości Zmartwychwstałego z Ukrzyżowanym. Poznanie tajemnicy Jezusa Chrystusa, tego, co o sobie mówi, a przede wszystkim tajemnicy wyrażonej w śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu jest możliwe tylko przez wiarę. Uczniowie, którzy mieli szansę widzieć, rozmawiać, wspólnie żyć z Jezusem w czasie Jego ziemskiej misji, też mieli tę samą trudność. Ale pomimo naszego niedowiarstwa, słabości i lęku Jezus przekazuje swoje posłannictwo uczniom, które polega na realizacji Jego planu zbawienia w stosunku do wszystkich ludzi.


Potęga Bożego Miłosierdzia

Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w jakiej znaleźli się uczniowie Pana Jezusa po tym, co wydarzyło się na Golgocie. Tam nie tylko umarł Chrystus. W jakimś sensie umarły również ich plany i nadzieje. Teoretycznie byli oni przez Chrystusa na to doświadczenie przygotowywani. Niejeden raz mówił im o krzyżu, o tym, że będzie musiał wiele wycierpieć, zanim wejdzie do chwały. Czy rozumieli Go? Ci, którzy całe swoje życie „zainwestowali” w Jezusa z Nazaretu, w dniu Jego śmierci poczuli się bankrutami. Ich słaba wiara nie była w stanie udźwignąć prawdy o tym, co się stało. Nie byli także w stanie unieść prawdy o sobie: o swoich słabościach i grzeszności.

O czym myśleli i czego się bali, zamykając drzwi przed Żydami? Wydawało się im, że trzeba planować od nowa. I kto wie, czy nie rozeszliby się każdy w swoją stronę, gdyby „owego pierwszego dnia tygodnia” nie stanął pośród nich zmartwychwstały Chrystus. Gdy stanął pośrodku nich, nie miał do nich żalu ani pretensji. Pozdrowił ich krótko: „Pokój wam!”. Zaskoczył ich swoją żywą obecnością i potęgą swego Bożego miłosierdzia. Można powiedzieć, że „na nowo zrodził ich do żywej nadziei”. Nie tylko im przebaczył, ale także zlecił posługę przebaczania: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Ci, którzy najpierw sami doświadczyli Bożego miłosierdzia, teraz mieli się stać jego szafarzami.

Każdy z nas jest związany z Bogiem cieniutką niewidzialną nitką, która podtrzymuje nas przy życiu w stanie łaski uświęcającej. Grzech, zwłaszcza ciężki, tak bardzo obciąża człowieka, że nić ta się rwie i upadając, człowiek oddala się od Boga. Jeśli jednak szczerze żałuje za swoje grzechy, Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu sam te zerwane nici wiąże. W efekcie odległość między grzesznikiem a przebaczającym Chrystusem staje się coraz mniejsza. Odnosząc to do spowiedzi świętej, warto zauważyć, że uczestnictwo w tym sakramencie nie tylko leczy rany zadane przez grzech, ale również konsekwentnie zbliża nas do Boga. Pod jednym wszakże warunkiem, że naszemu wyznaniu win towarzyszyć będzie szczera i głęboka wiara. Gdy jej brakuje, grzechy nasze mogą zostać „zatrzymane”.

Pisarz i publicysta okresu międzywojennego Karol Ludwik Koniński wyraził kiedyś niepokój, że dla ludzi słabej wiary spowiedź może się łatwo stać zwykłym przyzwyczajeniem i hamulcem na drodze do doskonałości: „Spowiedź dotąd jest zbyt łatwa, spowiednicy zbyt pobłażliwi, pokuta zbyt lekka, uczucie oczyszczenia zbyt tanio uzyskane, skrucha zbyt wątła, poprawa zbyt powierzchowna (...). Spowiedź zbyt często raczej stabilizuje wady niż je tępi i niszczy”.

Jeśli – jak zauważa św. Piotr – celem naszej wiary jest „zbawienie dusz”, to sprawy tej nie wolno lekceważyć.

Antoni Dunajski


Pokój w Jego ranach

Sytuacja uczniów Jezusa po wydarzeniu Golgoty była dramatyczna. Ich życiem i zachowaniem zaczął rządzić lęk. I nie chodziło jedynie o – skądinąd realne – niebezpieczeństwo, płynące stąd, że rozzuchwalony śmiercią Przywódcy wrogi tłum zabierze się teraz za Jego zwolenników. To był zapewne dogłębny, egzystencjalny lęk, którego najbardziej doskwierającym elementem było poczucie winy. Nie sprostali wyzwaniu. W obliczu niebezpieczeństwa ich płomienne zapewnienia okazały się niewarte nawet złamanego szeląga. Dezorientacja i poczucie klęski sprawiły, że zbili się w ciasną gromadkę schowaną w jakiejś mysiej dziurze i żyjącą obawą, że za chwilę wydarzy się coś przerażającego.

Jezus wkracza w tę gmatwaninę złych emocji, przerażającego strachu i załamania. I Jego pierwszym słowem jest „Pokój”. To doprawdy niezwykły gest, że Jezus wraz z tym słowem pokazuje uczniom ręce i bok. Z jednej strony jest to niewątpliwie znak potwierdzający, że to, czego doświadczają, nie jest halucynacją. Tak też rozumie dotknięcie Jezusowych ran niepoprawny realista – Apostoł Tomasz. Ale jest w tym geście także zaproszenie do uzdrawiającej konfrontacji z ich fatalną postawą. Nic z tego, co się wydarzyło, nie może już być cofnięte lub uznane za niebyłe. Faktów nie da się zmienić. Ale nie jest to równoznaczne z wyrokiem odrzucenia i surową zapłatą za tę formę zdrady, jaką jest tchórzostwo i pozostawienie Mistrza w rękach oprawców. Jezus przynosi przebaczenie i pokój. Bolesne wydarzenia Wielkiego Piątku, chociaż po ludzku sądząc nie do naprawienia, mogą stać się początkiem czegoś zupełnie nowego. W lęku uczniów ostatecznie rozpadają się piaskowe zamki próżnej chwały, pychy i egocentryzmu. Nie mają już nic własnego, na czym mogą budować swoje życie. Mają jedynie Jego przebaczenie i dar Jego pokoju. Bezwarunkowe przebaczenie i głęboki pokój, który przepędza z serca każdy lęk.

Teraz uczniowie są rzeczywiście tymi, którzy mogą się oprzeć jedynie na wierze w Boże miłosierdzie. Ono, a nie ich własne sny o potędze, daje dostęp do nowego życia. Nie dzięki nim, ale dzięki Niemu.

Ks. Marian Machinek MSF

 

Miłość ... pomimo drzwi zamkniętych

Nigdy jeszcze z taką wyrazistością nie okazało się, że to, co robi dla nas Pan Bóg, jest nieskończenie ważniejsze niż to, co my robimy dla Pana Boga.

W tym wypadku ludzie zawiedli na całej linii. I to nie byle jacy ludzie: sama elita, filary powstającego Kościoła, czczeni później jako najważniejsi święci. Wszyscy zawiedli. Na nic się zdały ich wcześniejsze zapewnienia o wierności, neoficki entuzjazm wiary, nawet specjalne nauki Jezusa, skierowane tylko do nich, potwierdzone ewidentnymi cudami i przejawami nadludzkiej mocy – w chwili próby nic nie pomogło. Właśnie tacy jesteśmy. Bóg na pewno nie może na nas polegać. A już najmniej na mnie samym.

I właśnie do takich ludzi: zdezorientowanych, zastraszonych, zawstydzonych swoją tchórzliwością i niewiernością – nagle przychodzi Jezus. A raczej zjawia się niespodziewanie. I co najważniejsze: ze słowami pokoju i przebaczenia.

Co ważne, nie potępia ich ani nawet nie wzmiankuje o winie. Jezus nie robi najmniejszej wymówki, nawet w najdelikatniejszej sugestii nie napomyka o jakiejś niewierności czy zdradzie. Są tylko słowa pokoju i ponowienie misji wybrania i posłania, które stanowią jakby rehabilitację apostołów. Tak, jakby Jezus wszystko rozumiał, przewidział i teraz kończy swój precyzyjny scenariusz nieoczekiwanym happy endem.

A to jeszcze nie wszystko. Jezus przychodzi z królewskim Darem: „Weźmijcie Ducha Świętego. Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone...”. Właśnie tego wszyscy potrzebujemy, choć nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Brakuje nam wiary. I to nie tylko wiary w Boga, ale w to, że On nas kocha. Tu jest cały problem: wierzymy w Boga, ale mniej w Jego miłość do nas. Bo wiemy, że na nią nie zasługujemy. Nie mieści się nam w głowie, że Bóg mógłby pokochać i nadal kochać właśnie mnie, z moimi grzechami, wadami, głupotą, niewiernością... Nie zasługuję przecież. Może dlatego, że sami nie potrafimy tak kochać?

Łatwo jest uwierzyć w fakty, w teoretyczne prawdy, nawet te najtrudniejsze. Ale uwierzyć w miłość znacznie trudniej. To było głównym problemem Tomasza. Sama prawda, nawet wiarygodnie poświadczona przez przyjaciół, nie przekonała go. Dopiero spotkanie z Jezusem, dotknięcie... A raczej więź, jaka się wtedy na nowo zawiązała, więź osobistego zaufania i miłości. Tak potrafi kochać tylko Jezus. Jest samą miłością, a raczej miłosierdziem. I to wystarczy, to jest najważniejsze. To, że Bóg mnie kocha, jest ważniejsze, niż to, że ja kocham Jego. Otwórzmy szeroko drzwi tej miłości...


MYŚL  TYGODNIA




Trzeba dziękować Bogu
za wszystkie dary Jego miłości ku nam,
trzeba uczyć się przyjmowania tych darów,
a także trzeba uczyć się miłosierdzia,
które potrafi zmienić życie społeczne.