SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


19 kwietnia 2026 – III Niedziela Wielkanocna











Pan rzeczywiście zmartwychwstał!








A myśmy się spodziewali...To ważne, by się spodziewać różnych rzeczy od Pana Boga, od ludzi, od tak zwanego życia. Ale nadmierne przywiązanie do tego, na co oczekujemy, może zamknąć nam oczy na rzeczywistość. I może zaowocować tym, że Pana Boga uznamy za jedynego, który nie wie, co się tak naprawdę dzieje. Wydaje nam się, że to my wiemy najlepiej. Panie Jezu, daj nam moc wiary i odwagę, byśmy przebili się wreszcie przez ciemności naszych oczekiwań i ujrzeli blask Twojego oblicza, blask Twojego zmartwychwstania.


Komentarz do pierwszego czytania

Kościół czyta nam dzisiaj fragment z Dziejów Apostolskich opisujący scenę, która miała miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy. Piotr, w asyście pozostałych Jedenastu, przemawia do wielu Żydów. Tych samych Żydów, przed którymi siedem tygodni wcześniej apostołowie zamykali się ze strachu. Teraz, po otrzymaniu Ducha Świętego, staje przed nimi i odważnie mówi do nich o trudnych wydarzeniach, które miały miejsce niedawno w tym środowisku. Niczego nie usprawiedliwia, nie umniejsza win, mówi, jak było: „Jezusa Nazarejczyka… przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście”. Nie zostawia jednak słuchaczy z poczuciem winy. Słowa te stanowią jedynie punkt wyjścia do przedstawienia wydarzeń zbawczych – śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Swój wywód opiera na tekstach zawartych w psalmach i słowach proroka Natana skierowanych do Dawida, zapowiadających Mesjasza. Te starotestamentalne teksty znane były słuchaczom, więc jednoznacznie wskazywały, że to Jezus jest zapowiadanym Mesjaszem. Jednak Jego śmierć nie była końcem historii, bo właśnie Ten zabity Jezus zmartwychwstał i cały wywód Piotra prowadzi do ogłoszenia słuchaczom tego faktu, który stanowi nadzieję dla słuchaczy zarówno ówczesnych jak i dla nas dzisiaj.

 

Komentarz do drugiego czytania

Pierwszy List św. Piotra skierowany jest do chrześcijan żyjących w rozproszeniu w kilku prowincjach. Większość z nich była nawrócona z pogaństwa. Celem, jaki autor Listu chciał osiągnąć, było podtrzymanie ich wiary w sytuacji doświadczanych przez nich trudności, które były związane ze zmianą stylu ich życia po nawróceniu. Z pewnością wielu z nas identyfikuje się z ówczesnymi adresatami listu. Podejmując decyzję o życiu zgodnym z Ewangelią, nieuchronnie narażamy się na większe lub mniejsze przeciwności ze strony tych, którzy decyzji z tym związanych nie rozumieją. Przyjmijmy więc słowa św. Piotra do siebie, aby uświadomić sobie, jak bardzo cenni jesteśmy w oczach Boga, który przywrócił nam pierwotne piękno za cenę krwi swojego Syna, Jezusa. Jego zmartwychwstanie jest nadzieją dla nas, podstawą wiary, że nasze życie i życie naszych bliskich w chwili śmierci zmieni się, ale się nie skończy.

 

Komentarz do Ewangelii

Czy zmartwychwstały Pan Jezus nie wiedział, o czym rozmawiali dwaj uciekający z Jerozolimy uczniowie? Zapytał ich o to, aby się dowiedzieć? Będąc Bogiem zapewne nie pytał o to ze względu na Siebie. Wiedział jednak, jak bardzo im potrzebne jest to opowiedzenie komuś potrafiącemu słuchać o tym, co dzieje się w ich sercach. Jezus słuchał z uwagą, dopytywał o szczegóły, dopiero na końcu szczerze zdziwił się, że znając Pisma proroków nie potrafią uwierzyć w treści tam zawarte, które dotyczą Mesjasza. Nie zostawił ich jednak z tym niezrozumieniem, ale „zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego”. Pomimo tych wyjaśnień uczniowie nadal nie rozpoznali, że towarzyszem ich podróży był Jezus. Postawa: „A my spodziewaliśmy się…”, nie dopuszczała do ich świadomości tego, co było faktem. Patrząc, nie mogli zobaczyć. Tłumili pojawiające się uczucia, dopiero później przypomnieli sobie, że serca ich pałały, gdy Pisma im wyjaśniał. Jednak scena łamania chleba gwałtownie zmieniła uczniów. Ich oczy otworzyły się, a serca przestały być bojaźliwe. Nie bacząc na niebezpieczeństwa nocnej podróży, postanowili natychmiast wrócić do Jerozolimy, do braci, do tych, którym mogli opowiedzieć to, czego sami doświadczyli.

Takie spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym przeżywamy na każdej Eucharystii. On w Liturgii Słowa „wyjaśnia nam Pisma”, a na ołtarzu rękami kapłana łamie dla nas chleb i daje każdemu, kto szczerze pragnie Go przyjąć. Wychodzimy z tego spotkania odważni, pragnący swoim życiem opowiadać o Jego wielkiej miłości do każdego, bez wyjątku, człowieka.


Powtórka z Ewangelii

Gdy przyjrzymy się uczniom zmierzającym do Emaus, odkryjemy, że to częsty obrazek: dwaj wracający po Mszy niedzielnej mężczyźni. Rozmawiają o najnowszych wydarzeniach, o tym co się mówi, no i o kobietach. Trudno odmówić im wiedzy o Jezusie, o pustym grobie, o faktach na wskroś religijnych. Czego zabrakło? Doświadczenia.

Roztrząsamy, debatujemy tak zapamiętale, że gotowi jesteśmy pouczać samego Jezusa (jak Kleofas i jego towarzysz). To my wiemy, jak wyglądać ma świat, w jaki sposób ma przebiegać zbawienie, jak wyglądać powinien Kościół. I oczywiście wszystkich musimy o tym przekonać. Skutek?

Jesteśmy smutni. Wędrujemy przez życie narzekając Oddalamy się od miejsca zmartwychwstania.

W tej naszej koncepcji brak Jezusa. Zgubiliśmy Go. A On idzie tuż obok i pewnie uśmiecha się na te wielkie nasze wywody.

Co Jezus robi? Powtórkę! Wyjaśnia co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. To tak, jakby wziął w rękę ewangelię wg św. Mateusza i zaczął czytać uczniom. Koncepcja bowiem Mateuszowej księgi jest właśnie taka: jak Jezus wypełnił starotestamentalne zapowiedzi.

Powtórka to czytanie ewangelii. Lektura Biblii może być dla wielu odkryciem źródła, z którego czerpie ich zachowanie, a nie zdają sobie z tego sprawy. Może to być nagłe odkrycie: tu jest Jezus. On przemawia do mnie, poucza i przypomina coś co zostało zapomniane.

Świat nie uczy przebaczenia – uczy go Jezus.

Rozliczenia się z przeszłością i nowego startu nie da alkohol czy narkotyki. Ale dać może jedno zdanie Chrystusa: „Idź i nie grzesz więcej”.

Śmierci i starzenia się nie zatrzymają żadne środki kosmetyczne, ale może to zrobić Ten, który jest zmartwychwstaniem i życiem.

Św. Ambroży zachęcał swoich wiernych nie tylko do częstego czytania Biblii, ale i do przyjacielskich odwiedzin Chrystusa na kartach Pisma Świętego: „Czy nie mógłbyś Chrystusa odwiedzić - pyta biskup Mediolanu - z Chrystusem rozmawiać, Chrystusa słuchać? (...). Rozmawiamy z Nim, gdy się modlimy, słuchamy Go, gdy czytamy Słowo Boże”.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz uczniom w Emaus. Kiedy Jezus rozpoznany zniknął już im z oczu, zaczynają się zastanawiać, jak to jest, że Go nie rozpoznali. I co ciekawe: mają pretensje nie do swoich oczu. Do czego? Do serca. Sercem rozpoznajemy Chrystusa! Wśród zwykłych wydarzeń życia. W podróży i rozmowie z nieznajomym. W chlebie i winie przemienionym na Mszy Świętej. W geście przebaczenia i podania dłoni. W prostym zdaniu Ewangelii. To, że często nie rozpoznajemy Chrystusa, to nie sprawa naszego słuchu, wzroku czy smaku. Nie sprawa wielu zajęć i pracy, ale sprawa serca!

Gdy poruszone zostało serce uczniów przez znajomy gest i słowa wstąpiło w nich życie. To serce, które ożyło pompowało nadzieję. Gotowe było do zachwytu. Powrotu do miejsca zmartwychwstania. Miejsca trudnego, pełnego niebezpieczeństw, ale przecież nadającego sens życiu.

Gdy drgnie w tobie serce, będziesz gotów wrócić do miejsca pierwszej miłości. Wrócić do gorliwej modlitwy. Podjąć przerwaną kłótnią rozmowę. Przebyć wiele, by odzyskać zaufanie bliskich. Podjąć trud drogi do osoby potrzebującej twego zainteresowania i czasu.

Przemów do nas Panie, swoim słowem i gestem Oczy mamy zdrowe. Mów do naszego serca. Ożyw je. Przecież jesteś specjalistą od grobowych kamieni i zmartwychwstania.

Powrót z ciemnej doliny

Jak można by opisać samopoczucie Kleofasa i jego towarzysza idących do Emaus? Najlepszym słowem byłoby chyba rozczarowanie. I to nie powierzchowne, ale takie, które wywraca życie do góry nogami. Ich przygoda z Jezusem, Jego nauki i cuda, Jego niezwykła, fascynująca osobowość, wydają się im teraz jakimś zaczarowanym, nierealnym światem, który w zderzeniu z twardą rzeczywistością rozsypał się jak domek z kart. Jeszcze nie milknie w nich fascynacja Jezusem, jeszcze uznają, że był „prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”, ale już nie potrafią widzieć w Nim kogoś, dla kogo można zaryzykować życie. Z uczniów stają się obserwatorami – owszem, życzliwymi, ale coraz bardziej beznamiętnymi. Z każdym krokiem drogi z Jerozolimy do Emaus wielkie słowa i przeżycia ostatnich miesięcy, a być może i lat, bledną, a twarda codzienność coraz wyraźniej jawi się jako absolutny priorytet, który narzuca swoje własne reguły i wartości. Są wprawdzie jeszcze w stanie opowiadać z wypiekami na policzkach o tym Jezusie Nazarejczyku, ale coraz bardziej staje się On jednym z tematów, o jakich można się odrobinę pospierać na końcu dnia, przy dobrej kolacji. Nawet opowiadania kobiet o tym, że On żyje i stwierdzony przez Apostołów fakt pustego grobu wydają się im czymś raczej niesmacznym, niż dającym nadzieję. Gdzieś w ich umyśle pojawia się zapewne ostrzeżenie: Już raz uwierzyliście w te opowieści, więc bądźcie ostrożni, bo się znowu może źle skończyć!

Być może początkowo właśnie tak traktują słowa nieznajomego Wędrowca, który ku ich zdumieniu zdaje się patrzeć na te wydarzenia inaczej, niż oni. W świetle Mojżesza i pism prorockich te wydarzenie układają Mu się jakoś inaczej, niż im. Być może właśnie ciekawość każe im zaprosić Jezusa na wieczerzę. I wtedy dokonuje się niespodziewany przełom. To nie są już jedynie pogłoski o tym, że On żyje. To jest Jego namacalna obecność. Nie potrafią inaczej opisać tego doświadczenia jak tylko przez porównanie do uzdrowienia ze ślepoty. I teraz odsłania się cała prawda: To nie ich wcześniejsze doświadczenia z Jezusem były jakimś zaczarowanym światem, ale to ta perspektywa płynąca z ich rozczarowania okazała się być złudną pokusą powrotu do ciasnej codzienności skupionej na tym, co doczesne.

Wracają. A ich droga z Emaus do Jerozolimy jest symbolem powrotu do spojrzenia na rzeczywistość w świetle Chrystusowego zmartwychwstania. Dopiero ono nadaje ludzkiemu życiu prawdziwy sens.

Ks. Marian Machinek MSF


Jesteśmy pielgrzymami do Emaus

– Jeszcze nie zrozumieliście? Jak nieskore są wasze serca do wierzenia! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?

Nawet w dzień Wielkanocny, nawet pośród radosnego alleluja otrzymujemy szorstką naganę od Zmartwychwstałego. Być może Jezus wypowiadał te słowa z serdecznym uśmiechem i obydwaj uczniowie także prędko zaczęli się uśmiechać, gdyż tak dobrze zostać złajanym przez Niego, żyjącego. Żyjącego!

My także wymieńmy z Nim ten uśmiech. My też jesteśmy pielgrzymami do Emaus.

Idziemy drogą naszego życia z wielkimi nadziejami, najpierw bardzo czystymi, potem coraz bardziej mieszanymi, chrześcijańskimi i pogańskimi, jasnymi i nierozumiejącymi. „A myśmy tak wiele się spodziewali!” – mówią uczniowie i my wraz z nimi.

Przyszły rozczarowania – chrześcijańskie, ale również pogańskie. Ale żadne z nich nie osiągnie tego dna rozpaczy, na jakim znaleźli się tamci uczniowie: Jezus to dla nich już sprawa skończona.

I nagle Spotkanie. Tak niewiarygodne, że początkowo nic nie widzą: „Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. My również mieliśmy takie spotkanie, ale tak jak oni byliśmy zamknięci na tę niewiarygodną prawdę: Bóg stoi przed nami, Bóg jest z nami!

Nawet jeśli to wiemy, nasza wiara nie dość jest obudzona, nasze serce nie dość jest skore, nadal idziemy przez życie jak gdyby Jego tu nie było. Ale czasami serca pała. „Nasze serca – mówią uczniowie – pałały w nas, kiedy z nami rozmawiał, kiedy wyjaśniał nam Pisma”.

Pisma! Nie liczmy na to, że będziemy mogli wzrastać w wierze bez Pism; bez całej Biblii, wielkiego skarbu Objawienia, do którego klucz powierza nam dzisiaj Jezus: „Trzeba było, żeby Mesjasz cierpiał, aby wejść do swej chwały”. Bardzo trudno to zrozumieć, bardzo trudno się na to zgodzić, a jednak Jezus będzie nas przyjacielsko łajał, dopóki nie przyjmiemy sercem tej tajemnicy nad tajemnicami.

Wielka droga „od krzyża do chwały” to dzieje Chrystusa, to dzieje świata, to dzieje każdego z nas. Kto rozumie tę drogę cierpienia, ten zrozumiał wszystko.

Aby przeżyć coś z Jezusem, musimy powiedzieć „tak” miłości – ale wówczas mówimy „tak” cierpieniu. Niech wstanie ten, kto uważa, że miłość nic nie kosztuje. Ale kiedy cierpimy, żeby kochać, wtedy jest z nami Jezus.

Nie do końca. Uczniowie otrzymali wielką tajemnicę, ich serca pałają („Zostań z nami”), a jednak nie rozpoznają Go. Trzeba było łamania chleba, żeby tym razem dopiero pojęli. Chociaż „zniknął im z oczu”, od tej pory zawsze będzie obecny, będzie można iść razem z Nim od krzyża do chwały.

Ich natychmiastowym odruchem było iść i głosić tę wspaniałą wieść: „Pan żyje!”. A wszyscy odpowiadają im: „To prawda”. Być chrześcijaninem, to znaczy żyć tą pewnością i przekazywać ją innym.

Nasza wiara zrodziła się właśnie poprzez te trzy wielkie momenty: Słowo, Eucharystia i Świadectwo. Łukasz przedstawił tę opowieść, ażeby stała się ona schematem chrześcijańskiego życia, które powinno być przeżyte jak Msza, a więc w zgodzie na krzyż.

W zgodzie, która – jakiż paradoks – jest szczęśliwa: idziemy ku chwale Boga i idziemy z Jezusem! „Zostań z nami” to słowa, którymi wyznajemy z miłością: „Chcę zostać z Tobą”.

André Sève

  

Droga pełna pytań

Każda droga człowieka mieści w sobie nie tylko ruch i przemijanie, ale jest również szansą zatrzymywania pewnych zdarzeń i kontemplacji. Na wzór uczniów idących do Emaus zatrzymujemy samych siebie i to wszystko, cośmy wymarzyli o sobie, o swoim świecie, swoich oczekiwaniach i możliwościach. Jest jakąś pociechą i dla nas fakt, że można iść drogą wiary w Jezusa i mieć również prawo do wątpliwości i ostrych pytań. Widzimy więc, że uczniowie ci, mówiąc o Jezusie, uznają Go za „Proroka potężnego w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”, ale wyrażają żal, że Bóg pozwolił Go ukrzyżować i zabić.

Słowa: „A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał odkupić Izraela” są z jednej strony protestem skierowanym ku Bogu, a z drugiej dowodem ich niewiary i rezygnacji. Dlatego Jezus odwołuje się w tym spotkaniu do Pism objawionych, które powinni znać, i dowodzi, że tu nie chodzi o jednego z proroków Starego Testamentu, ale o Mesjasza, na którego śmierć i zmartwychwstanie wskazuje cały Stary Testament.

Wszystkie teksty mówiące o Mesjaszu zwracają uwagę na to, że cierpienie i śmierć nie są ostatnim słowem Boga skierowanym do człowieka, lecz w Osobie Mesjasza zostały „przetłumaczone” one na zmartwychwstanie i życie. Szczególnie sugestywnie dowodzi tego tekst z Psalmów Dawida, w którym modlący się wyraża nadzieję, że Bóg nie zostawi jego ciała w otchłani, ani nie da mu ulec skażeniu. Śmierć Dawida i złożenie w grobie nie mają tu znaczenia, gdyż jego ufność skierowana jest ku przyszłości, kiedy to Boża obietnica życia spełni się w jego Potomku, Mesjaszu. Te prawdy, wypełnione przez Chrystusa zmartwychwstałego, staną się treścią wyznania wiary, które w dzień Zesłania Ducha Świętego Piotr Apostoł ogłosi zgromadzonym ludom. W mocy Ducha Świętego podkreśli, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który istniał przed wszelkim stworzeniem, a gdy nadeszła „pełnia czasu” objawił się dla zrealizowania planu zbawienia człowieka i świata. Ten Boży plan został wypełniony „nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną Krwią Chrystusa jako niepokalanego Baranka i bez zmazy”. W tajemnicy krzyża i zmartwychwstania Chrystusa proroctwa Starego Testamentu i historia całego stworzenia zyskują nowy sens, skierowując drogi wiary i nadziei ku Bogu. „Każdy człowiek, który szuka zbawienia, nie tylko chrześcijanin – zaznaczy Jan Paweł II – musi zatrzymać się wobec krzyża Chrystusowego i tajemnicy Jego zmartwychwstania. (...) Tajemnica ta jest faktem dokonanym. Bóg wszystkich ogarnia krzyżem i zmartwychwstaniem swojego Syna. Bóg wszystkich ogarnia życiem, które w tym krzyżu i zmartwychwstaniu się objawiło i które wciąż na nowo bierze z niego początek”.

Każdy chrześcijanin, a więc każdy z nas, jest człowiekiem drogi pełnej pytań, na której nie ma gotowych recept i odpowiedzi. Wiara bowiem nie jest jakimś stanem posiadania czy systemem zabezpieczania łaską Bożą, ale jest żywym, osobistym spotkaniem z Jezusem, którego trzeba pytać o kierunek i sens życia. Wierzymy, że On idzie z nami, towarzyszy nam w swoim słowie i sakramentach oraz oczekuje naszej współpracy. Każdego dnia radujmy się więc naszą wiarą!

Wacław Depo


MYŚL  TYGODNIA

Ludzką rzeczą jest popełniać błędy, ale Bóg wzywa nas, byśmy zawsze chcieli te błędy naprawiać, wyciągać z nich wnioski i ostatecznie zwyciężać swoje słabości.