SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


5 lipca 2026 – XIV Niedziela Zwykła





Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię.
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokorny sercem,
a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.
Albowiem jarzmo moje jest słodkie,
a moje brzemię lekkie.




Zanim doczytamy zaproszenie Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. Jacy? Utrudzeni, obciążeni. Po co? Żeby doświadczyć mocy umocnienia od Jezusa.

Warto dostrzec, że ten sam fragment Ewangelii u św. Łukasza, nazywany Hymnem Radości, jest odpowiedzią Jezusa na radość uczniów, którzy wracają z misji.

Powrót uczniów, rozradowanie się Jezusa w Duchu Świętym: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi”. To wszystko ma trochę inny kontekst w Ewangelii św. Mateusza.

Jezus obchodzi wioski i miasta. To jest ciąg dalszy tego, co było w mowie misyjnej. Jezus daje słowo i to słowo realizuje.

Realizuje także pośród uwięzienia Jana Chrzciciela, który znalazł się w więzieniu. Kiedy przed Jezusem pojawiają się uczniowie, Jezus mówi: proroctwa się realizują. Ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci są oczyszczeni, ubogim głosi się dobrą nowinę. I jest to błogosławieństwo szczególne dla nas dzisiaj: błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi.

Jezus, przyjaciel celników i grzeszników, staje wobec niewiary Korozain, Betsaidy i Kafarnaum. Jakby wobec tego wszystkiego, co się dzieje, mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi”.

I Tobie, i mnie czyni to niezwykłe zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni. Weźcie moje jarzmo na siebie”.

Jarzmo prawa często tę wiarę zabijało. Jarzmo Jezusa daje poznać, że oto słowo, które realizuje się we mnie i w Tobie, dzieje się mocą nie moją, nie Twoją, lecz mocą Jezusa.

Dać się zaprząc w Jezusowe jarzmo, to znaczy wziąć swój krzyż, krzyż codzienności, krzyż tego wszystkiego, co oddziela mnie od Boga i mieć odwagę oraz pokorę postępować za Jezusem.

Ks. Wenacjusz Zmuda


Komentarz do pierwszego czytania

Na słowa proroka Zachariasza staje przed naszymi oczyma obraz bardzo bogatej w znaczenia Niedzieli Palmowej. I chyba dobrze, że pojawia się on teraz, w innym kontekście liturgicznym. W ten sposób możemy mu się przyjrzeć z większą uwagą, bardziej skoncentrowani na jego mesjańskim wydźwięku.

Bo przecież obietnica pokoju zawarta w tym tekście, nie wypełniła się w pełni podczas pierwszego przyjścia. Można powiedzieć, że wypełniły się raczej zewnętrzne znaki tego proroctwa: rozpoznanie królewskiej godności Jezusa, jego pokora i wjazd do Jerozolimy na osiołku oraz towarzyszący temu wydarzeniu entuzjazm. Niezrealizowana zostaje natomiast obietnica pokoju. Król mesjański według Zachariasza nie tyle pokona wrogów, co odniesie zwycięstwo nad wojną jako taką. Nie zginą wrogowie, lecz sam „łuk wojenny”.

Patrząc na naszą współczesną rzeczywistość, zdajemy sobie sprawę, jak daleko jesteśmy od tego ideału. Dziś wydaje się, że jedynym sposobem zapewnienia pokoju jest uzbrojenie się we współczesne „łuki i rydwany” – czyli rakiety, drony i czołgi. Tylko tak można powstrzymać zakusy agresywnych państw. Ale przecież nie takie jest pragnienie Boskiego Serca. Dlatego ze zwiększoną siłą wołajmy: „Przyjdź królestwo Twoje!”.

 

Komentarz do drugiego czytania

„Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka” – te słowa św. Pawła odnoszą się do wszystkich aspektów życia chrześcijańskiego. Bo chociaż niekiedy wydaje nam się, że radzimy sobie z przestrzeganiem przykazań i wypełnianiem chrześcijańskich obowiązków wysiłkiem swojej woli, to jednak do prawdziwego wypełnienia się woli Bożej w naszym życiu dochodzi przede wszystkim pod wpływem niewidzialnego i nie zawsze dla nas zrozumiałego działania Ducha Świętego.

Ta prawda odnosi się w sposób szczególny do realizacji w naszym życiu ducha błogosławieństw. Problem polega na tym, że są one jakby przeciwstawne naturalnym dążeniom ludzkiego serca i sugerują miłosierdzie tam, gdzie według ludzkiego kryterium powinna pojawić się zemsta, czy czystość serca tam, gdzie pojawia się pokusa łatwego, ale nieuczciwego zysku, czy zabronionych przyjemności. Prowadzenie Ducha odnosi się szczególnie do tematu pokoju, o którym mówiło pierwsze czytanie. Kiedyś jeden kapłan prawosławny powiedział od paramilitarnej organizacji kozaków w Rosji: „Strzeżcie się pragnienia wojny! Bo jeżeli wiele osób będzie chciało wojny, to ta wojna wybuchnie”. Tak też się stało. I teraz wielu ludzi cierpi z powodu śmierci czy kalectwa swoich najbliższych. A przecież trzeba było słuchać tamtego głosu mądrego kapłana, który był głosem Ducha Świętego!

 

Komentarz do Ewangelii

Żyjemy w bardzo ciekawych czasach rewolucji informatyczno-komunikacyjnej. W nieskończonej ilości kanałów i stron internetowych proponuje się nam wszelkie możliwe treści. Ta rewolucja kwitnie również w środowiskach kościelnych. Mamy dziś dostęp do wszelkiego rodzaju konferencji duchowych, wykładów czy komentarzy do czytań przygotowanych przez najwybitniejszych profesorów. Już nie trzeba kupować opasłych książek ani jechać na drugi kraniec Polski, żeby posłuchać kogoś wybitnego. W takim świecie łatwo możemy poczuć się niekompetentni i słabo przygotowani do rozumienia i wyjaśniania prawd wiary, a szczególnie znaczenia słów Pisma Świętego. A przecież w dzisiejszym czytaniu Pan Jezus odkrywa nam niezwykle intrygującą prawdę: są sprawy, których nie można zrozumieć jedynie naturalnym światłem rozumu. Można znać wszystkie starożytne języki, w których została napisana Biblia, można posiadać dyplomy najwybitniejszych uniwersytetów świata, a jednocześnie nie otrzymać od Boga zrozumienia ważnych aspektów objawienia. I na odwrót: można być człowiekiem bardzo prostym, analfabetą i zwykłym robotnikiem, a jednocześnie dysponować swoistym wewnętrznym zmysłem wiary, który prowadzi do wielkich tajemnic Serca Bożego. Nie chodzi o to, żeby pogardzać nauką. Ona jest bardzo ważna. Ale jednocześnie nie wolno nie doceniać Bożego działania w sercach ludzi.


O lekkości jarzma

Ależ ten fragment Ewangelii Mateuszowej jest pocieszający! Jezus zaprasza wszystkich! Nie robi żadnej różnicy między swoimi uczniami i innymi słuchaczami Dobrej Nowiny, którzy są bliżej lub dalej, nawet najdalej od Niego. Przed każdym z zaproszonych otwiera się perspektywa zupełnie niezwykła. Utrudzenie i obciążenie, ten ciężar życia, który czasem tak mocno przytłacza, zwłaszcza wtedy, gdy pozorny sukces w jednej chwili może stać się najbardziej dotkliwą porażką, ten właśnie ciężar może zostać oddany. Może zniknąć.

Zaproszenie Jezusa nie jest jednak czymś w rodzaju taniej oferty, dzięki której coś naprawdę cennego otrzymuje się po zaniżonej cenie albo nawet zupełnie za darmo. Jezusowe zaproszenie może stać się rzeczywistością wtedy, gdy człowiek jest gotów wziąć na siebie „jarzmo” Jego nauki i uczyć się Jego postawy. Na pierwszy rzut oka jest to zupełnie niezrozumiałe. Ktoś mógłby szyderczo zapytać: Naprawdę będzie mi lepiej, gdy do tych wszystkich moich codziennych obciążeń dodam jeszcze jeden dodatkowy – i to wcale niemały! – ciężar Ewangelii? Cały paradoks polega na tym, że jarzmo Jezusa uczy takiej postawy wobec życiowych trosk, że wszystkie one tracą swoją przytłaczającą i nieznośną wagę. Ostatecznie również brzemię Jezusowe okazuje się nieporównanie lżejsze. Na czym polega tajemnica Jezusowego jarzma? Na tej świadomości, która każe Jezusowi w dzisiejszej Ewangelii z zachwytem chwalić Ojca. Jest Ojciec w niebie! Nie tylko Ojciec Jezusa, ale także mój Ojciec! Jezus zechciał nam tego Ojca objawić i zaprosić nas do ścisłej z Nim relacji. A to oznacza, że żadne doczesne ciężary i troski nie są w stanie zmiażdżyć mojego życia.

To właśnie jest tajemnica Jezusowego królestwa! To są właśnie „te rzeczy”, które zostają objawione ludziom prostego, a więc pokornego serca, a zakryte przed tymi, którzy sądzą, że powodzenie ich życia zależy wyłącznie od ich wysiłku i zapobiegliwości. Czyż to nie jest doprawdy „słodkie jarzmo”?

Ks. Marian Machinek MSF


MYŚL  TYGODNIA

Prawo Jezusa nadal każe nam się trudzić, ale równocześnie napełnia pokojem.
Jeśli jakieś brzemię nas paraliżuje i rodzi w nas smutek,
to z pewnością nie jest to brzemię Jezusa.